• HOME
  • OPOWIADANIA
  • HISTORIE OSOBISTE
  • PODRÓŻE
  • AUTORKA
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them
  • Opowiadania
  • Historie osobiste
  • Podróże
  • Autorka
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them
  • Opowiadania
  • Historie osobiste
  • Podróże
  • Autorka
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them

Kategorie

  • Autorka (3)
  • Easy Yachting (10)
  • Historie osobiste (9)
  • Opowiadania (5)
  • Podróże (11)
Autorka

„Aga opowiada”? – O co tu w ogóle chodzi?

Cześć. Jestem Aga.

Od dawna nosiłam w sobie potrzebę dzielenia się doświadczeniem, codziennymi obserwacjami i refleksjami. 
Nie dlatego, że mam do powiedzenia coś odkrywczego – raczej przeciwnie. Najczęściej piszę o rzeczach prostych, czasem zapomnianych, o których warto sobie przypomnieć.

Może ktoś właśnie tego potrzebuje – krótkiej refleksji, impulsu, kopa do działania albo po prostu poczucia, że nie jest sam.

Każdy z nas niesie w sobie historie, które mogłyby stać się czyimś wsparciem. Ale nie każdy chce lub ma odwagę o nich pisać. Ja ma tę odwagę dlatego uchylam rąbka swojego świata, by podzielić się z Tobą opowieściami, które – mam nadzieję – pozwolą Ci znaleźć tutaj cząstkę siebie albo inspirację do własnych poszukiwań szczęścia.
Sama wiem, jak bardzo potrafią pomóc historie innych, gdy szukamy odpowiedzi na swoje pytania.

„Aga opowiada” powstało właśnie z tej potrzeby – stworzenia miejsca prawdziwego, niecoachowego, bez złotych rad i poradników. Takiego, w którym słowa są przeżyte, a nie tylko napisane. Gdzie można zajrzeć, by złapać inspirację, poczuć bliskość czyjejś opowieści i zrozumieć, że nie jesteśmy sami.

W końcu, „Aga opowiada” to miejsce, gdzie nie trzeba być idealnym, żeby być wartościowym. Gdzie można się zatrzymać, poczytać, pomyśleć – albo po prostu poczuć się lepiej.

 

Na stronie znajdziesz trzy formy opowiadań, które odpowiednio oznaczyłam jako:
  • OPOWIADANIA – krótkie formy narracyjne – pożyczam coś z życia, dodaję fikcję… Co z tego powstało? Trudno powiedzieć, czy to jeszcze moje, czy już może trochę Twoje. Każdy może się w nich przejrzeć.

  • KRÓTKIE HISTORIE OSOBISTE – osobiste wpisy o codziennych sprawach, które dają do myślenia.

  • RELACJE Z PODRÓŻY – opowieści z moich wypraw, zarówno na wodzie, jak i na lądzie, wzbogacone o refleksje i praktyczne, oparte na doświadczeniu wskazówki.

Pisanie traktuję jako najlepszą inwestycję w siebie. Moje wspomnienia pozwalają mi się zmieniać, ulepszać i dbać o to, co chcę w sobie pielęgnować – nawet jeśli czasem są bolesne.
Dzięki nim lepiej rozumiem siebie i świat. Może i Tobie coś z tego zostanie.

 

Logo, które opowiada

Dlaczego właśnie takie logo?” Odpowiedź jest prosta: bo każda historia jest inna, a moje logo to opowieść sama w sobie.

Na początku logo miało być tylko zwykłym napisem: Aga opowiada – krótkie historie.
Ale Ola, znajoma graficzka powiedziała, że jeśli ma być typograficzne, to musi się w nim coś zadziać – tak jak w moich historiach! Nie mogło być zbyt grzeczne ani przewidywalne.

Litery w słowie „Krótkie” są różnorodne – każda ma swój własny charakter, tak jak historie, które tu znajdziesz: poważne, zabawne, czasem szalone. To celowy zabieg, który sprawia, że logo żyje i oddaje ducha opowieści.

Kolory mają znaczenie

Początkowo miałam dylemat: czy logo powinno być czarno-białe, czy bardziej kolorowe? Ostatecznie napis „Aga opowiada” jest najbardziej kolorowy – bo jak to stwierdziła twórczyni logo, to ja wnoszę najwięcej koloru do tych historii, a reszta logo pozostaje stonowana, z drobnymi akcentami w każdej części zakładki.

Jedna zakładka, trzy elementy – trzy światy

Po lewej stronie logo znajduje się graficzny motyw przypominający zakładkę do książki. Składa się ona z trzech różnych części i każda z nich symbolizuje inny rodzaj historii:

  • górna część z falami – opowieści podróżnicze (fale i kolor niebieski, bo najchętniej podróżuję żeglując),

  • środkowa z poziomymi liniami – krótkie formy narracyjne,

  • dolna z kropkami – historie osobiste. Ta część – ta od historii osobistych – kończy się trzema czerwonymi kropkami. To nie przypadek. Tych historii jest jak ziarenek piasku na plaży – niezliczona ilości, i każda może mieć swój dalszy ciąg.

Każda zakładka ma swój drobny, kolorowy akcent – bo w każdej historii jest coś wyjątkowego. A na końcu – trzy czerwone kropki. To mój ulubiony detal! Symbolizują, że ciąg dalszy nastąpi… Bo przecież każda historia może mieć swoją kontynuację.

Mam nadzieję, że patrząc na logo, poczujesz, że za nim kryje się coś więcej niż tylko znak. To zaproszenie do świata krótkich historii, które – mam nadzieję – zostaną z Tobą na dłużej.

Wejdź i odnajdź się w opowieści, która najbardziej do Ciebie trafia.

 

01.05.2025by admin
Autorka, Opowiadania, Podróże

Raz na fali, raz pod falą

Jak często narzekasz, że jest Ci źle? Jak często słyszysz, że ktoś narzeka, że jest mu źle? Gdybym teraz wymieniła wszystkie smutne rzeczy, które wydarzyły się ostatnio w moim życiu, to mogłabym się pokusić na stwierdzenie, że zalało mnie tsunami. Wy byście mi wtedy współczuli, okazywali empatię, a ja przyjmowałabym te głaski i pogrążała w jeszcze większym nieszczęściu.

To spójrzmy, jak było naprawdę i co wydarzyło się przez ostatni rok, a właściwie rok i dwa miesiące.

Pod koniec października 2021 roku poddałam się operacji kręgosłupa szyjnego. Nie miałam wyboru. Ryzyko wylądowania na wózku inwalidzkim było zbyt duże. Chociaż zniosłam operację bardzo dobrze, a i rehabilitacja poszła po mojej i lekarza myśli, to nie znaczy, że nie cierpiałam, i że było mi łatwo. W tym samym czasie zatrudniłam osobę, która miała mi pomóc rozwinąć firmę. Niestety dokonałam złego wyboru. Kosztowało mnie to nie tylko pieniądze, ale też dość sporo czasu. Dopadł mnie wtedy kryzys. Zaczęłam wątpić w to, czy w ogóle uda mi się znaleźć odpowiedniego partnera do współpracy. Chwilę później wybuchła jeszcze większa bomba. Na początku lutego dowiedziałam się, że moja mama ma wznowę choroby nowotworowej. Mama przegrała walkę o życie pod koniec października. Czas towarzyszenia mamie w chorobie był bardzo wyczerpujący – fizycznie, jak i psychicznie. Wie to każdy, kto miał podobne doświadczenie. Ale to nie był koniec. Niecały miesiąc później zachorowałam na covid. Chorobę przeszłam ciężko i nie obyło się bez powikłań. Nadal z nimi walczę.

Dużo tego prawda? Ale uwaga! Były też piękne i pozytywne chwile. Między Świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem 2022 przeprowadziłam firmę do nowego pięknego miejsca. Trzy miesiące po operacji, a przed informacją o chorobie mamy popłynęłam w rejs po Karaibach. Żeglowanie, a w szczególności easy yachting na katamaranie to moja prawdziwa pasja. Kocham życie na jachcie, a na Karaibach czuję się jak w domu.

Nadal szukałam ludzi do współpracy i w końcu dobrze trafiłam. W moim życiu zawodowym pojawili się konsultanci Joanna i Gerard, którzy wspierają mnie w dążeniu do celu. Ich biznesowe wsparcie jest wartościowe. Jestem też wdzięczna za ich ogromną empatię. Bo to jak się okazuje nie musi się wykluczać. W między czasie uruchomiłam rekrutację do działu sprzedaży. Rekrutacja to trudny proces, ale udało się, a ja właśnie opublikowałam ofertę pracy dla marketera. Firma fajnie się rozwija. Rośniemy! Później były moje urodziny. A że życie miewa czasami dziwne poczucie humoru, to wypadły w dzień pogrzebu mojej mamy. Ale ktoś zadbał o wyjątkowe chwile z tej okazji. Kiedy byłam pogrążona w żałobie mój mąż i cała banda bliskich mi ludzi pracowali nad tym, by bolało mniej. Magia zadziała się dużo wcześniej. Jeszcze przed wyjazdem na pogrzeb powiedziałam mężowi, że po pogrzebie wracam do nauki gry na gitarze. W drodze powrotnej spotkaliśmy na stacji benzynowej chłopaka, który siedział na parkingu i grał na gitarze. A w domu czekał na mnie wspaniały prezent, gitara! Byłam wzruszona. W tajemnicy przede mną była konsultacja z moim nauczycielem, było głosowanie, była własnoręcznie robiona kartka urodzinowa z podpisami wszystkich, pakowanie, dostarczenie gitary do mieszkania pod moją nieobecność, a na koniec jeszcze wierszyk.

I tak dotarłam do końca mojej opowieści noworocznej. Po co to piszę i kogo to w ogóle może obchodzić?

Piszę o tym, ponieważ my ludzie jesteśmy tak skonstruowani, że najbardziej widzimy i skupiamy się na przykrych doświadczeniach. I często mówimy, że jesteśmy nieszczęśliwi, a tak naprawdę mylimy bycie nieszczęśliwym z cierpieniem. A jak pisze Frederic Lenoir w swojej książce „O szczęściu. Podróż filozoficzna”, choć na pierwszy rzut oka to się wydaje paradoksalne, można jednocześnie cierpieć i być szczęśliwym. Cierpienie jest nieuniknione, ale nieszczęście nie jest nieuniknione. Można być trwale szczęśliwym, a jednocześnie cierpieć I , o ile cierpienie jest przejściowe, nie musi nas pogrążać w nieszczęściu. Cierpienie to zjawisko powszechne, ale nie niezmienne. Wszyscy go doświadczamy, jednak nie każdy z nas jest z tego powodu nieszczęśliwy. Życzę Wam i sobie, abyśmy spojrzeli na definicję szczęścia, jak na miłość do życia, ale ze wszystkimi jego odcieniami. Wszystkiego pozytywnego!

12.01.2023by Agnes
Autorka, Easy Yachting, Historie osobiste

A miało być tak pięknie – Na Kanary

Rejs przez Atlantyk na Karaiby
Madera – Wyspy Kanaryjskie: Lanzarote – Teneryfa – Gomera


Na Maderze straciliśmy dinghy – małą motorówkę z silnikiem, którą wozi się ze sobą na jachcie, by móc się na niej dostać na ląd np.: stojąc jachtem na kotwicy w zatoce, a nie w marinie. Mimo natychmiastowej reakcji próba odnalezienia dinghy w nocy na sztormowym morzu się nie powiodła.

Na Kanary!

Przed wypłynięciem z Madery zgłosiliśmy Straży Przybrzeżnej utratę dinghy. Zrobiliśmy to z nadzieją, że może jednak ktoś je znajdzie i przede wszystkim dlatego, że była to dość spora motoróweczka i nieoświetlona dryfująca po morzu mogła stanowić zagrożenie dla innych jachtów.

Rejs na Wyspy Kanaryjskie był już spokojniejszy. Delfiny bawiły się przed dziobem jachtu a zachód słońca wyglądał wręcz nienaturalnie.

Lanzarote – Wyspa ognia, Cesara Manrique i wina

 

Na Lanzarote stanęliśmy na południu wyspy w marinie Rubicón w pobliżu Castillo del Aguila. I to był pierwsza wyspa, na której po prostu odetchnęłam i zaczęłam ponownie cieszyć się podróżą.

  •  
  • Gdyby ktoś zapytał, jak wyobrażam sobie krajobraz na Księżycu czy Marsie, odpowiedziałabym, że dokładnie tak jak na Lanzarote. Wyspa oferuje idealną scenerię do kręcenia filmów science fiction. Żadna inna wyspa kanaryjska nie ma zachowanego takiego naturalnego i dziewiczego krajobrazu jak Lanzarote. To za sprawą nieżyjącego już artysty Cesara Manrique, który większość życia spędził na Lanzarote i był z nią bardzo związany. Fernando Gómez Aguilera, dyrektor Fundacji Cesar Manrique powiedział, że “Cesara Manrique nie da się zrozumieć bez Lanzarote, a Lanzarote nie da się pojąć bez Cesara Manrique “. Skoro tak, to najprościej było odkryć wyspę podążając śladami artysty.
    Nie piszę przewodnika, dlatego wspomnę tylko o miejscach, które pozytywnie wpłynęły na moje nastawienie do wyspy.

Parque Nacional de Timanfaya, którego symbolem jest zaprojektowany przez artystę diabełek. Pośrodku Parku na Islote de Hilario znajduje się restauracja El Diablo, którą zaprojektował Manrique. Podawane w niej specjały pieczone są „na wulkanie” – na grillu, który żar bierze z wnętrza ziemi – z wulkanu.

Może zabrzmi to, co teraz napiszę paradoksalnie, ale wulkany na tej wyspie podziałały na mnie wyciszająco. Może dlatego, że i one są wyciszone – wygasłe. Po erupcjach pozostała najlepsza, żyzna ziemia i tą darowaną nam moc trzeba odbierać pozytywnie.

Wino wulkaniczne

Na Lanzarote pierwszy raz doświadczyłam smaku „wina z lawy” – wina z winorośli rosnącej na czarnej, wyglądającej jak żużel ziemi. Gleby wulkaniczne to świetna mieszanka pełna minerałów, a wina pochodzące z terenów wulkanicznych cechuje niesamowicie wyrazisty smak. Ciekawa jest też uprawa winorośli na zboczach wulkanu. Ze względu na brak opadów i ogólnie brak wody winorośl sadzi się w specjalnie wykopanych dołkach otaczając je od strony nawietrznej kamieniami. Nagrzane przez dzień powietrze schładzając się w nocy skrapla się w formie rosy i tą wilgocią żywią się winorośle, a bariera z kamieni służy za parawan – osłonę przed wiatrem.

Cesar Manrique – artysta na straży wyspy


Następnymi miejscami, które pozostaną w mojej pamięci są Mirador del Rio – ponad 20 kilometrowy klif Risco de Famara. W jego ścianę wkomponowany jest punkt widokowy Mirador del Rio. Cesar Manrique stworzył w tym miejscu na wysokości 475 m n.p.m. restaurację z ogromnymi przeszklonymi oknami, przez które można podziwiać pobliską wyspę La Graciosę.

Drugie miejsce to dom artysty – Casa del Volcano w Tahiche, gdzie Manrique wykorzystał w projekcie domu naturalne tunele lawowe i bąble powietrzne. W ten sposób budynek wtopił się w otoczenie krajobrazu. Poruszając się po wyspie z pewnością zwrócisz też uwagę na niską białą zabudowę i na okiennice, które wewnątrz wyspy mają kolor zielony, a te nad oceanem kolor niebieski. Taką architekturę zawdzięcza Lanzarote również temu artyście.
Manrique znał się też z moim ulubionym hiszpański artystą Miro, stąd jeszcze bardziej stał się bliższy mojemu sercu.

Czas płynąć dalej – Teneryfa


Czas spędzony na Lanzarote pozwolił mi na pogodzić się z faktem, że straciliśmy dinghy. A tu nagle, tuż przed wypłynięciem na Teneryfę, otrzymaliśmy wiadomość od Straży Przybrzeżnej z Madery, że jeden z rybaków odnalazł naszą motorówkę. Pytając o uszkodzenia usłyszeliśmy: „Little damage only”. Zrobiliśmy burzę mózgów i wszyscy jednogłośnie stwierdziliśmy, że trzeba wrócić na Maderę Ale, ale… przecież załoga chciała zwiedzić Teneryfę, a ja naprawić zniszczone przez silne wiatry żagle.

Dopłynęliśmy na Teneryfę i podzieliliśmy się na dwie grupy. Staszek popłynął z 2-ma załogantami na Maderę z myślą odzyskania cennej motorówki. Ja i część załogi, która kończyła rejs zostaliśmy na Teneryfie.
Pamiętam dobrze ten dzień. To były akurat moje urodziny. Dostałam 39 stopni gorączki i jedyne co mi pozostało to zorganizować sobie nocleg, nafaszerować lekami i iść spać.
O zwiedzaniu Teneryfy czy świętowaniu urodzin nawet nie marzyłam. Były inne priorytety: wyzdrowieć i naprawić żagle i kuchenkę przed powrotem jachtu z Madery.
Rano poczułam się lepiej, a żaglownie znalazłam już po dwugodzinnym researcher’u Tak samo szybko załatwiłam elektryka do kuchenki. Potraktowałam to jak zaległy prezent urodzinowy i postanowiłam wykorzystać ten jeden dzień i wybrać się na słynny wulkan zabierając ze sobą koleżankę z załogi, która w ostatniej chwili zdecydowała się popłynąć z nami w kolejny etap rejsu – na Cabo Verde. Wyruszyliśmy, przyznaję, zupełnie nieprzygotowywane do tej „przejażdżki”, ale to nie miało żadnego znaczenia. To było piękne doświadczenie. Wszystkie przykre zdarzenia zniknęły, a radość przejęła dowodzenie. Dzień zakończyłyśmy – jakby inaczej – fantastycznym lokalnym posiłkiem.

„Totalschaden”


Po czterech dniach trudnej żeglugi, gdzie przy wejściu na Maderę była taka pogoda (wielkie fale, silny prawie sztormowy wiatr), że duży wycieczkowiec zrezygnował z wejścia do portu, druga część załogi wróciła z Madery. Cała akcja okazała się być kompletną porażką. Nie wiem na jakiej podstawie udzielono nam wtedy informacji, że dinghy odniosło tylko małe uszkodzenia. Po dopłynięciu okazało się bowiem, że to nie było „little damage” tylko „Totalschaden!”

[tg_small_content]Cóż, trzeba zostać jeden dzień dłużej na Teneryfie i postarać się o jakieś małe i tańsze dinghy.
Teneryfa to ostatnie miejsce, w którym mogliśmy jeszcze zakupić jakieś sensowne dinghy, dalej już tylko trzeci świat …
Żagle naprawione, kuchenka działa, dinghy kupione, czas więc płynąć na Gomerę.
Ale wybacz mi czytelniku, że nie opowiem Ci nic o samej wyspie. To był ostatni przystanek przed kolejnym dłuższym rejsem i ostatnia szansa, żeby sprawdzić jacht i przygotować się do dalszego rejsu – na Wyspy Zielonego Przylądka – Cabo Verde.

Z perspektywy czasu cieszę się, że moje nastawienie do podróży było dużo bardziej pozytywne, wręcz ekscytujące. W ten sposób miałam dużo więcej rezerw, z których mogłam korzystać, kiedy nie szło tak jak myślałam. No bo miało być tak pięknie. I było, tak naprawdę było. Nie doświadczyłabym siebie i ludzi, gdyby nie te wydarzenia. Czy mogłam się na nie lepiej przygotować? Przewidzieć pewne sytuacje? Pewnie mogłam, ale później doszłam do wniosku, że nie da się do końca przygotować na wszystko nawet planując godzinami, dniami czy miesiącami. [/tg_small_content]

The End

01.12.2020by Agnes

Kategorie

  • Autorka
  • Easy Yachting
  • Historie osobiste
  • Opowiadania
  • Podróże
Ludzie

OPOWIADANIA

To teksty o bardziej literackim charakterze, w których fikcja splata się z osobistymi doświadczeniami oraz zasłyszanymi historiami. Różnorodne opowiadania – kto wie, być może są to pierwsze rozdziały przyszłej książki.

Miejsca

HISTORIE OSOBISTE

Piszę, bo chcę mówić o emocjach — nie tylko je czuć. Moje historie nie mają nikogo ranić ani niczego narzucać. Wierzę, że inni mogą się w nich odnaleźć, a mój sposób patrzenia na świat może pomóc spojrzeć na życie z innej perspektywy.

Chwile ulotne

PODRÓŻE

W czasie podróży spotykam ludzi i doświadczam odmiennych kultur oraz religii, które pokazują mi, że świat może wyglądać zupełnie inaczej, i że ten inny świat ma do tego pełne prawo. Uczę się szacunku, otwartości i pokory. Z każdej podróży wracam z nową lekcją, czasem to myśl, czasem emocja, a czasem zupełnie nowe spojrzenie. Tymi właśnie doświadczeniami, refleksjami i opisami miejsc chcę się tutaj z Tobą dzielić.

Ludzie

Jestem zwykłą, prostą kobietą. Moja głowa jest za to pełna historii. Nazbierało się ich tyle, że w końcu musiały wybrzmieć. Dlatego piszę – o tym co jest moją siłą i o doświadczeniach, które pomogły mi na nowo poukładać wartości. Jestem Aga. Opowiadam historie. Dla siebie. I dla Ciebie.

Cabo Verde dziecko Dzień Matki dzień ojca easy yachting Karaiby katamaran matka morze karaibskie ocean podróż podróże wyspy karaibskie yachting życie

“I started with Brixton to provide you with daily fresh new ideas about trends. It is a very clean and elegant Wordpress Theme suitable for every blogger. Perfect for sharing your lifestyle.”

Przyglądam się wszystkim ludziom,

sobie zaś najuważniej.

© 2025 Aga opowiada