• HOME
  • OPOWIADANIA
  • HISTORIE OSOBISTE
  • PODRÓŻE
  • AUTORKA
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them
  • Opowiadania
  • Historie osobiste
  • Podróże
  • Autorka
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them
  • Opowiadania
  • Historie osobiste
  • Podróże
  • Autorka
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them

Kategorie

  • Autorka (2)
  • Easy Yachting (11)
  • Historie osobiste (9)
  • Opowiadania (5)
  • Podróże (10)

Aga opowiada - Historie osobiste

Pisanie stało się dla mnie formą autoterapii.
Metodą szczerego stwierdzenia, co naprawdę czuję.
Muszę zacząć pisać, żeby wyraźnie zobaczyć swoje emocje – i je zrozumieć.

Piszę szczerze, bo wierzę, że ktoś może się w tych historiach odnaleźć.
To opowieści o emocjach i doświadczeniach, które pomogły mnie –
może pomogą też Tobie. Dlatego postanowiłam dzielić się swoimi historiami – szczerze i bez filtra.

Nie przeszłam przez życie bez ran. Blizny przypominają mi, że cierpiałam – ale wyzdrowiałam.

Historie osobiste

I wciąż uśmiecham się do życia

Najpiękniejsze komplementy to te, których się nie spodziewamy.

Kilka dni temu znów miałam okazję zaśpiewać przed publicznością. Wzięłam udział w koncercie uczniów studia piosenki, do którego należę. To nasz coroczny, kameralny występ na zakończenie sezonu.

Wybrałam utwór bliski mojemu sercu: „Takie Ciało” Moniki Borzym. Tekst prawdziwy, mocny, kobiecy. Bardzo mój. Ale tym razem coś było inaczej.

Śpiewam, bo lubię. Nie mam tremy. Śpiew mnie uspokaja, relaksuje, daje mi radość. To wręcz forma autoterapii, mogę wyśpiewać to, co w duszy mi gra:-) Zawsze był to dla mnie czysty fun.

A jednak tym razem… pamięć zawodziła. Głos się trząsł. W głowie mętlik. Ciało nie chciało współpracować. A ja, choć w myślach powtarzałam sobie „nie stresuj się, to przecież tylko zabawa”, denerwowałam się okrutnie.

Wiem, skąd to się bierze. Jestem w czasie zmian. Hormony, ciało, pamięć. Niby nic wielkiego się nie dzieje, a jednak w środku cała się trzęsę. I nawet jeśli wiem, o co chodzi i jak z tym żyć, to nie znaczy, że jest łatwo.

Byłam o krok od rezygnacji.

Ale poszłam. Bo kocham śpiewać. Bo kiedy śpiewam, nie jestem panią prezes, nie jestem dojrzałą kobietą. Jestem po prostu dziewczyną, która wyśpiewuje emocje. I to jest piękne.

Zaśpiewałam. Nieidealnie. Jak to trafnie podsumował mój mąż -„na jednej narcie” 😄

Dojechałam. Z uśmiechem. Z brawami. I z cudownym uściskiem od męża po zejściu ze sceny.

Ale wydarzyło się coś jeszcze piękniejszego.

Już po wszystkim, w zamieszaniu, kiedy ludzie się rozchodzili, podeszła do mnie mała dziewczynka. Delikatna, piękna. Spojrzała mi prosto w oczy i mocnym głosem powiedziała:

„Proszę pani, pięknie pani śpiewała.”

Zamarłam. Serio.
Nie znała mnie. Podeszła z własnej i nieprzymuszonej woli. Nie wiedziała, jak blisko byłam odpuszczenia. Nie miała pojęcia, ile mnie tym razem kosztowało to jedno wyjście na scenę. A jednak powiedziała coś, co sprawiło, że wszystko nabrało sensu.

Później dowiedziałam się, że to Tosia – 7-letnia córka znajomych mojej koleżanki z chóru. Chciałam ją uściskać, ale byłam tak wzruszona, że nawet nie zdążyłam. Napisałam później do koleżanki:

„Uściskaj ją mocno ode mnie. Bardzo mocno.”

Ten moment był najpiękniejszym komplementem i najcenniejszą nagrodą. Bo dzieci są szczere. Mówią to, co czują.
Dziękuję Ci, Tosiu – Mój Aniele.

Na koniec…

Nie zawsze wszystko się udaje. Nie zawsze mamy kontrolę nad własnym ciałem, głową, emocjami.Ale przede wszystkim – piękno nie musi być perfekcyjne!

No to… miłego słuchania mojej jazdy na jednej narcie 😉

 

12.06.2025by Agnes
Historie osobiste

BO ŻYCIE PRZECIEŻ PO TO JEST, ŻEBY POŻYĆ

Ta historia przypomina, że życie pisze własne scenariusze, a my często nie znamy nawet pierwszych jego stron.

Planujemy, układamy, a potem los jednym ruchem potrafi zburzyć nasz misternie ułożony porządek. I choć bywa to trudne, czasem okazuje się początkiem nowej, pięknej przygody.

LATA 80te – CZAS ZMIAN I PIERWSZYCH MARZEŃ

Czy pamiętasz końcówkę lat 80? Brakowało podstawowych produktów, kartki na żywność, szaro wszędzie, strajki, frustracja, niepokój, ale też nadzieja na zmiany. Byłam wtedy 15-letnią dziewczyną ze wsi, która właśnie rozpoczynała nowy etap w życiu – naukę w liceum w mieście.

Codzienne dojazdy autobusem, wczesne pobudki, zimowe mrozy, spóźnienia. W końcu zamieszkałam na stancji, potem w internacie. Już wtedy czułam, że chcę od życia więcej, i że niezależność jest moim celem.

ODWAŻNE POCZĄTKI

Kiedy jest się bardzo młodym, wydaje się, że wszystko jest możliwe. Ryzyko i konsekwencje – te słowa niemal nie istnieją. Bez wahania podejmowałam nowe wyzwania.

W trzeciej klasie liceum otrzymałam propozycję – zespół muzyczny szukał solistki. Wyobraźcie sobie 17-letnią dziewczynę, która bez samochodu dojeżdża na próby 30 km od domu, nocuje u koleżanki, a w weekendy śpiewa na weselach. Piosenki spisywałam ze słuchu, nawet po angielsku, nie rozumiejąc słów, … po prostu śpiewałam. Bo w końcu „śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej. Ale nie o to chodzi …”

Rodzice nie byli zachwyceni. W tamtych czasach wokalistki weselne nie cieszyły się dobrą opinią. Ale ja się tym nie przejmowałam. Śpiewałam, bo tego chciała moja dusza – i moja kieszeń. Zarabiałam więcej niż moi rodzice.

https://agaopowiada.pl/wp-content/uploads/2025/04/Agusia-spiewa-a-zycie-cut.mp4
Powyżej moje pierwsze próby śpiewania po ponad 30 latach przerwy

NOWE MOŻLIWOŚCI, NOWE DROGI

Nie wiem, jak potoczyłaby się moja historia, gdyby nie wyjazd na studia do Niemiec. Granice się otworzyły, a ja wyruszyłam w świat. Od tamtej pory wydarzyło się wiele.

KIEDY ŻYCIE ZMIENIA RYTM

Dziś wróciłam do marzeń z dzieciństwa. Na swoje 50. urodziny dostałam gitarę, o której zawsze marzyłam.Zapisałam się do szkoły muzycznej.

Kwalifikacje przeszłam pomyślnie, ale już po pierwszej lekcji moja przygoda z gitarą się skończyła. Zwykłe poślizgnięcie się na schodach, kontuzja barku. Operacja, długa rehabilitacja i diagnoza: powrót do sprawności potrwa rok.

Z czasem coraz bardziej doceniam swoje szczęście. Nie chodzi o rzeczy materialne – pracę, sukcesy, samochody itp.Myślę o prawdziwym szczęściu: umiejętności radzenia sobie z życiem takim, jakie jest. Bo choć piękne, potrafi dać w kość.
A życie jest po to, żeby pożyć, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie: mieć czy być?

W najtrudniejszych momentach warto otworzyć się na to, co życie przynosi, nawet jeśli nie jest zgodne z planem.
Kiedy musiałam zrezygnować z gitary, właścicielka szkoły, Ilona, zaproponowała mi dołączenie do weekendowego zespołu wokalnego. Jeśli mogę chodzić, mogę tańczyć. Jeśli mogę mówić, mogę śpiewać!

Śpiewam, co mi w duszy gra. Odkryłam, że śpiew to nie tylko radość, ale też świetny sposób na wyrażanie emocji, ćwiczenie oddechu i rozluźnienie. Jak mówi Ilona: „Śpiewając, oddychasz dźwiękiem, a dźwięk to powietrze w najczystszej postaci.”

Kto wie, może i ty odkryjesz trochę siebie w tej opowieści?
Jestem przekonana, że każdy z nas ma swoją historię do opowiedzenia. A może właśnie teraz nadszedł czas, byś napisał/-a własną?

 

08.04.2025by Agnes
Historie osobiste, Opowiadania

Raz na fali, raz pod falą

Jak często narzekasz, że jest Ci źle? Jak często słyszysz, że ktoś narzeka, że jest mu źle? Gdybym teraz wymieniła wszystkie smutne rzeczy, które wydarzyły się ostatnio w moim życiu, to mogłabym się pokusić na stwierdzenie, że zalało mnie tsunami. Wy byście mi wtedy współczuli, okazywali empatię, a ja przyjmowałabym te głaski i pogrążała w jeszcze większym nieszczęściu.

To spójrzmy, jak było naprawdę i co wydarzyło się przez ostatni rok, a właściwie rok i dwa miesiące.

Pod koniec października 2021 roku poddałam się operacji kręgosłupa szyjnego. Nie miałam wyboru. Ryzyko wylądowania na wózku inwalidzkim było zbyt duże. Chociaż zniosłam operację bardzo dobrze, a i rehabilitacja poszła po mojej i lekarza myśli, to nie znaczy, że nie cierpiałam, i że było mi łatwo. W tym samym czasie zatrudniłam osobę, która miała mi pomóc rozwinąć firmę. Niestety dokonałam złego wyboru. Kosztowało mnie to nie tylko pieniądze, ale też dość sporo czasu. Dopadł mnie wtedy kryzys. Zaczęłam wątpić w to, czy w ogóle uda mi się znaleźć odpowiedniego partnera do współpracy. Chwilę później wybuchła jeszcze większa bomba. Na początku lutego dowiedziałam się, że moja mama ma wznowę choroby nowotworowej. Mama przegrała walkę o życie pod koniec października. Czas towarzyszenia mamie w chorobie był bardzo wyczerpujący – fizycznie, jak i psychicznie. Wie to każdy, kto miał podobne doświadczenie. Ale to nie był koniec. Niecały miesiąc później zachorowałam na covid. Chorobę przeszłam ciężko i nie obyło się bez powikłań. Nadal z nimi walczę.

Dużo tego prawda? Ale uwaga! Były też piękne i pozytywne chwile. Między Świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem 2022 przeprowadziłam firmę do nowego pięknego miejsca. Trzy miesiące po operacji, a przed informacją o chorobie mamy popłynęłam w rejs po Karaibach. Żeglowanie, a w szczególności easy yachting na katamaranie to moja prawdziwa pasja. Kocham życie na jachcie, a na Karaibach czuję się jak w domu.

Nadal szukałam ludzi do współpracy i w końcu dobrze trafiłam. W moim życiu zawodowym pojawili się konsultanci Joanna i Gerard, którzy wspierają mnie w dążeniu do celu. Ich biznesowe wsparcie jest wartościowe. Jestem też wdzięczna za ich ogromną empatię. Bo to jak się okazuje nie musi się wykluczać. W między czasie uruchomiłam rekrutację do działu sprzedaży. Rekrutacja to trudny proces, ale udało się, a ja właśnie opublikowałam ofertę pracy dla marketera. Firma fajnie się rozwija. Rośniemy! Później były moje urodziny. A że życie miewa czasami dziwne poczucie humoru, to wypadły w dzień pogrzebu mojej mamy. Ale ktoś zadbał o wyjątkowe chwile z tej okazji. Kiedy byłam pogrążona w żałobie mój mąż i cała banda bliskich mi ludzi pracowali nad tym, by bolało mniej. Magia zadziała się dużo wcześniej. Jeszcze przed wyjazdem na pogrzeb powiedziałam mężowi, że po pogrzebie wracam do nauki gry na gitarze. W drodze powrotnej spotkaliśmy na stacji benzynowej chłopaka, który siedział na parkingu i grał na gitarze. A w domu czekał na mnie wspaniały prezent, gitara! Byłam wzruszona. W tajemnicy przede mną była konsultacja z moim nauczycielem, było głosowanie, była własnoręcznie robiona kartka urodzinowa z podpisami wszystkich, pakowanie, dostarczenie gitary do mieszkania pod moją nieobecność, a na koniec jeszcze wierszyk.

I tak dotarłam do końca mojej opowieści noworocznej. Po co to piszę i kogo to w ogóle może obchodzić?

Piszę o tym, ponieważ my ludzie jesteśmy tak skonstruowani, że najbardziej widzimy i skupiamy się na przykrych doświadczeniach. I często mówimy, że jesteśmy nieszczęśliwi, a tak naprawdę mylimy bycie nieszczęśliwym z cierpieniem. A jak pisze Frederic Lenoir w swojej książce „O szczęściu. Podróż filozoficzna”, choć na pierwszy rzut oka to się wydaje paradoksalne, można jednocześnie cierpieć i być szczęśliwym. Cierpienie jest nieuniknione, ale nieszczęście nie jest nieuniknione. Można być trwale szczęśliwym, a jednocześnie cierpieć I , o ile cierpienie jest przejściowe, nie musi nas pogrążać w nieszczęściu. Cierpienie to zjawisko powszechne, ale nie niezmienne. Wszyscy go doświadczamy, jednak nie każdy z nas jest z tego powodu nieszczęśliwy. Życzę Wam i sobie, abyśmy spojrzeli na definicję szczęścia, jak na miłość do życia, ale ze wszystkimi jego odcieniami. Wszystkiego pozytywnego!

12.01.2023by Agnes
Easy Yachting, Podróże

Jesteśmy z Bali Mahali!

Jesteśmy z Bali Mahali! Odpowiedział Mariusz, kiedy wskakiwaliśmy do dinghy – gumowego pontonu z małym silniczkiem, a przypadkowa osoba na pomoście zapytała skąd jesteśmy.
Ta scena jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że dom to uczucie, a nie miejsce. Jestem wdzięczna, że mimo niesprzyjających warunków podjęliśmy decyzję i popłynęliśmy w rejs po Karaibach na jachcie o tytułowej nazwie Bali Mahali.

To nie będzie klasyczny artykuł opisujący wyspy i nasze przygody na jachcie. Tym razem podzielę się mądrością, którą otrzymałam po odbyciu tej podróży:
Nie ma co czekać na lepsze czasy, bo nikt nie da nam gwarancji, że takie nadejdą.

Czas i cierpliwość


Na ten rejs czekaliśmy 3 lata. Zaplanowaliśmy go w 2019r i mieliśmy dopięte wszystko na ostatni guzik: pełny skład załogi, opłacony czarter , kupione bilety lotnicze, opracowaną trasę. Ale podobno życie jest tym, co się wydarza, kiedy Ty jesteś zajęty robieniem innych planów. Tak życie wycięło nam numer. Świat ogarnęła pandemia , a lock down nie pozwalał na ruszanie się poza własne cztery ściany, a co dopiero na lot na drugi koniec świata.
Zamiast wymarzonych wakacji na jachcie w 2020r. otrzymaliśmy vouchery z możliwością ich realizacji w ograniczonym czasowo terminie.

I tak moglibyśmy czekać na bardziej odpowiedni moment do dziś, albo jeszcze dłużej, gdyby nie nasza determinacja.
Wiem, czas i cierpliwość to najpotężniejsi wojownicy, jak pisał Tołstoj, ale wszystko ma swoje granice. Postanowiliśmy nie czekać na właściwą okazję, tylko ją sobie stworzyć tu i teraz.
We wrześniu 2021 r. zaczęliśmy ponownie organizować wyprawę na Karaiby.

Okoliczności nadal nie były sprzyjające. Zewsząd docierały ostrzeżenia o nadejściu kolejnej fali koronawirusa.
Podczas gdy inni wstrzymywali swoje wyjazdy, ostrzegali, że jest zbyt niebezpiecznie, że to ryzykowne, my zebraliśmy fajną grupę ludzi i zarezerwowaliśmy termin rejsu na styczeń 2022.

Do rejsu mieliśmy jeszcze ponad cztery miesiące i bardzo liczyliśmy na to, że sytuacja się uspokoi. Tymczasem z Gwadelupy – skąd czarterowaliśmy jacht – docierały do nas niepokojące informacje o protestach i zamieszkach związanych ze zwiększeniem obostrzeń cowidowych. Lokalna ludność zaczęła wychodzić na ulice i protestować przeciwko rozporządzeniom rządowym. Sytuacja pogarszała się z dnia na dzień. Demonstrujący palili auta, blokowali ulice. Zaczęły się też zamieszki rabowanie sklepów i napady na posterunki policji.
W internecie czytaliśmy o masowych rezygnacjach z wakacji na Gwadelupie. Hotelarze załamywali ręce, a linie lotnicze informowały nas o kolejnych zmianach miejsca i godziny lotu.

Uff! Lecimy!


No prawie. Przed wylotem oprócz okazania paszportu cowidowego z minimum dwoma szczepieniami musieliśmy zrobić jeszcze test antygenowy. Dotarło do nas to, że jesteśmy tuż przed osiągnięciem naszego celu, i że mimo szczepień pozytywny wynik testu może zburzyć nasze marzenie o zostawianiu za sobą lądu i wszystkiego co się na nim działo.

Test robiliśmy w hotelu przy lotnisku i czekając na wyniki w barze przy lampce wina zupełnie zapomnieliśmy o tym, że po 20 min. mieliśmy stawić się po odbiór wyniku.
Nagle w holu pojawił się pan w białym fartuchu. Szybkim krokiem podążał w naszym kierunku. Usłyszałam tylko: A tutaj jesteście. Szukałem Was. Wymachując karteczkami nam przed nosem wykrzyczał radośnie – Lecicie!!!

Zmiana planu!


Po dotarciu na Karaiby dowiedzieliśmy się, że nasz plan płynięcia z Gwadelupy na Dominikę nie jest taki prosty do realizacji. Dominika to osobna wyspa i osobny kraj. Aby móc płynąć na wyspę musielibyśmy wypełnić mnóstwo formularzy i wysłać je wcześniej do odpowiedniego urzędu na Dominice. Poza tym obie wyspy wymagały zrobienia przez nas kolejnych testów: testu PCR przed wypłynięciem z Gwadelupy oraz testu antygenowego po dopłynięciu antygenowego na Dominikę. Z tym, że na wynik testu PCR musielibyśmy czekać na jachcie nawet do dwóch dni. Czas i koszty …
Zrobiliśmy głosowanie – 5 osób było przeciwko , trzy za podjęciem ryzyka. Ale gdyby tylko jedna osoba z naszej ośmioosobowej grupy otrzymała wynik pozytywny, wtedy musielibyśmy wszyscy odbyć kwarantannę na jachcie bez możliwości wypłynięcia z portu.

Szczęście w nieszczęściu


Gwadelupa to kraj położony na kilku większych i kilku mniejszych wyspach min.: Marie-Galante, La Désirade, Les Saintes i Petite Terre.
Wyspy różnią się od siebie i oferują wiele atrakcji dzięki temu nie opuszczając zamorskiej Francji mogliśmy poznać uroki Karaibów.

Pandemia dawała nam się jeszcze nie raz we znaki podczas tego rejsu. Szczególnie wtedy, kiedy schodziliśmy na ląd.
Ale to nie miało większego znaczenia. Bo życie na jachcie daje Ci poczucie wolności i niezależności. To uczucie, kiedy wsiadasz na pokład, oddajesz cumy i odpływasz, a wszystkie troski i zmartwienia tego lądu zostawiasz za sobą.

Życie to trzy dni: wczoraj, dziś i jutro


Jeszcze „wczoraj” walczyliśmy o to, by wyjechać. „Dzisiaj” byliśmy na Karaibach. I jeszcze nie wiedzieliśmy, że nasze „jutro” to po pandemii czas kolejnej tragedii. Po powrocie z pięknych beztroskich wakacji najpierw dowiedziałam się, że o chorobie bliskiej mi bardzo osoby, a chwilę potem wybuchła wojna na Ukrainie.
I nie nadeszły lepsze czasy…

Jedno jest jednak pewne – miałam swoje „dzisiaj” i nikt mi tego nie zabierze – tych pięknych wspomnień i doznań. To był czas dla mnie, a ja go wykorzystałam, żeby zadbać o siebie. Nie czekałam na okazję, sama ją sobie stworzyłam!

I tego samego życzę też Tobie. Nie czekaj na lepsze czasy – żyj!
Chcesz spełnić swoje marzenie, spełniaj! Chcesz wybudować dom, buduj! Chcesz zmienić pracę, zrób to! Nie czekaj na odpowiedni moment, to jest ten moment.

Życie nie będzie na Ciebie czekać, a czas wcale się nie spieszy.


24.04.2022by Agnes
Easy Yachting, Podróże

Powiem Ci jak wstanę

Kocham ten moment, kiedy oddaję cumy i odpływam. Zostawiam za sobą ląd i udaję się w rejs. A właściwie w podróż, którą odbywam z małą grupą ludzi na bardzo ograniczonej przestrzeni – na jachcie.
Z założenia organizowane przeze mnie rejsy mają być dla ich uczestników pełnym relaksem. Bez obowiązku obsługi jachtu czy warunku posiadania jakichkolwiek umiejętności żeglarskich. Czymś w rodzaju wakacji w agroturystyce, czy podróży kamperem. Z taką różnicą, że tym kamperem jest komfortowy katamaran pływający po morzu, a zamiast agroturystyki uprawiasz aqua-turystykę. Dlatego wybierając się z grupą na rejs nie nastawiam się na wypoczynek w klasycznym tego słowa znaczeniu. Organizuję rejs, by pokazać życie na jachcie – mój art of living, i żeby nim zarażać innych. Jadę z nastawieniem na ludzi i na uwolnienie w sobie i w innych wewnętrznego dziecka, które każdy z nas nosi w sobie. Ale o którym tak często zapomina żyjąc w klatce sztucznie wykreowanych norm i zasad dzisiejszego cywilizowanego świata. To właśnie to wewnętrzne dziecko pozwala nam na życie tu i teraz. Nie martwi się o to co było i co będzie.
Na jachcie liczą się pierwotne potrzeby – zdobycie jedzenia, picia i … warunki pogodowe. Porzucenie lądu sprawia, że umysł ponownie otwiera się na dostrzeganie piękna w prostocie i odkrywanie i zdefiniowanie szczęścia na nowo.
Bo przecież szczęście to nic innego jak kochanie życia – w każdej jego odsłonie. Każdy z dotychczas odbytych rejsów był niepowtarzalny. Wszystko za sprawą jego uczestników i oczywiście życia na jachcie, które płynie zupełnie inaczej, niż na lądzie. We wspólną podróż zabieram często zupełnie nowych, nieznanych mi ludzi. Towarzyszą mi też znajomi, przyjaciele czy rodzina. Ale i wtedy za każdym razem jest inaczej. Wpływa na to akwen, po którym pływamy oraz czas – bo zgodnie ze słowami piosenki, „każdy czas znaczy swój ślad”. Tak też było podczas tegorocznego rejsu w Chorwacji. To był rejs ośmiorga zupełnie różnych, bardzo silnych osobowości, ale też bardzo dojrzałych emocjonalnie ludzi. I wydawałoby się, że to ja mam potrzebę dania czegoś od siebie, pokazania czym jest prawdziwa wolność i radość z życia. A tu okazuje się, że dostaję dużo więcej w zamian.
Jedna z uczestniczek rejsu powiedział mi na koniec, że „nie wiedziała, że jest tylu pięknych ludzi na świecie”.
To zdanie jest dla mnie największa nagrodą i motywacją do organizowania kolejnych rejsów w stylu easy yachting.

Na rejsie również została zdefiniowana nowa pora dnia: „powiem Ci jak wstanę” Czasami odnoszę wrażenie, że rejsy jachtem są czymś więcej, niż czystą formą hedonizmu i lenistwa;-) Że przyjmują pewnego rodzaju formę warsztatów rozwojowych dla jego uczestników. Może nie wszystkim jest z tym po drodze, ale ta ograniczająca nas przestrzeń, bliskość i brak możliwości ucieczki powodują ,że w przyspieszonym tempie odbywamy szkolenie z rozwoju osobistego czy budowaniu relacji interpersonalnych. Jeśli teraz zadajesz sobie pytanie, czy taki rejs jest dla Ciebie? To powiem tak, nie dowiesz się, dopóki nie spróbujesz 😉
Nie nastawiaj się, nie miej żadnych oczekiwań. Po prostu rzuć się na głęboką wodę – w przenośnym, jak i prawdziwym tego słowa znaczeniu. I nie bój się. Nie utoniesz, w razie potrzeby przybędę na ratunek.
19.09.2021by Agnes
Easy Yachting, Historie osobiste

Krótka opowieść o nicnierobieniu

Od pewnego czasu pielęgnuję „nicnierobienie”. To czas, w którym nie wykonuję żadnej aktywności, a czerpię z niego radość. Czas, w którym to ja słucham tego, co mam sobie do powiedzenia, a nie tego co mają do powiedzenia inni – czas na ciszę, spokój i bezruch.

Czy mam z tego powodu wyrzuty sumienia! O nie! Liczy się efekt – utrzymanie zdrowia psychicznego, co w dzisiejszych czasach jest nie lada wyzwaniem.

Odcinam się od bodźców, które codziennie wysyła świat zewnętrzny – od rozmów i spotkań, reklam, ofert mających sprawić, że będę szczęśliwa (a w sumie, to dlaczego ktoś zakłada – wkłada mi do głowy, że nie jestem?), od niezliczonych propozycji samorozwoju, warsztatów, webinarów itd. A to wszystko po to, by nawiązać prawdziwy kontakt z sobą. Posłuchać własnych myśli, nie odrzucać ich i nie wypierać poprzez stawianie przed sobą nowych wyzwań.

I właśnie w celu nicnierobienia wyczarterowałam houseboat na Mazurach

 

Kraina Wielkich Jezior Mazurskich wzbudza piękne emocje. Jeziora różnej wielkości , połączone kanałami i przesmykami. Raj dla żeglarzy! Nie poczułam , żeby były „zapchane”. Pewnie dlatego, że przemierzałam je tylko od strony wody. Jeśli będziesz unikać miejsc typu „Wieża Eiffla” to zawsze znajdziesz miejsce, w którym będziesz tylko dla siebie. Byłam sama ze sobą z dala od lądu otoczona naturą i jej dźwiękami.

https://agaopowiada.pl/wp-content/uploads/2021/07/MOV_4499.mp4
https://agaopowiada.pl/wp-content/uploads/2021/07/signal-2021-07-03-221906.mp4

Osobiście jestem fanką jachtów żaglowych, ale świadomie wybrałam na tę wyprawę łódź motorową. Nudy na pudy, pójście na łatwiznę? Ani jedno ani drugie! Wszystko zależy od tego, czego potrzebujesz w danym momencie. Może samo pływanie houseboat’em nie daje tej przyjemności co jachtem żaglowym. Ale łódź motorowa bardziej sprzyjała realizacji mojego celu – „nicnierobienia”.

Jacht motorowy zapewnił mi odpowiedni komfort – znacznie więcej miejsca niż na jachcie żaglowym, brak konieczności stawiania żagli, czy też składania masztu przepływając pod mostami no i oczywiście możliwość przemieszczania się w wybranym kierunku bez zwracania uwagi na wiatr i czas.
Korzystałam z tarasu na dachu łodzi (sundeck), na której dodatkowo miałam sterówkę. Pełny relaks!

Karaibskim zwyczajem wyszukiwałam zatoczkę lub dogodne miejsce przy szuwarach i zostawałam tam na noc, a czasem nawet na dwa nawet trzy dni.
Stanie jachtem na kotwicy nie jest w zwyczaju wśród mazurskich żeglarzy. Większość z nich kryje się na noc w szuwarach przy brzegu lub szuka kei.

Lubię życie na jachcie. Potrafiłabym na nim zamieszkać:
Daje mi to poczucie wolności i uświadamia, co jest w życiu ważne.
Ograniczona przestrzeń nie pozwala na kolekcjonowanie rzeczy materialnych. Bo i tak nie zabiorę ich przecież w podróż. Coraz bardziej dostrzegam , że to nie rzeczy nas wiążą z lądem, ale nasze przywiązanie do nich.

Myślę, że udało mi się połączyć dwa pragnienia: „nicnierobienia” i spędzenia czasu na łodzi i wodzie.
Napisałam ten tekst, żeby Cię zainspirować i podzielić się moim szczęściem. A to dlatego, że nie wystarczy mi, bym tylko ja była szczęśliwa – trzeba jeszcze, by szczęśliwi byli inni, na przykład Ty! A może Ty masz inną metodę, inne miejsca, w których odnajdujesz ciszę, spokój i bezruch, by nawiązać ten prawdziwy kontakt sobą?
https://agaopowiada.pl/wp-content/uploads/2021/07/MOV_4425.mp4
28.07.2021by Agnes
Page 1 of 3123»

Kategorie

  • Autorka
  • Easy Yachting
  • Historie osobiste
  • Opowiadania
  • Podróże
Ludzie

OPOWIADANIA

To teksty o bardziej literackim charakterze, w których fikcja splata się z osobistymi doświadczeniami oraz zasłyszanymi historiami. Różnorodne opowiadania – kto wie, być może są to pierwsze rozdziały przyszłej książki.

Miejsca

HISTORIE OSOBISTE

Piszę, bo chcę mówić o emocjach — nie tylko je czuć. Moje historie nie mają nikogo ranić ani niczego narzucać. Wierzę, że inni mogą się w nich odnaleźć, a mój sposób patrzenia na świat może pomóc spojrzeć na życie z innej perspektywy.

Chwile ulotne

PODRÓŻE

W czasie podróży spotykam ludzi i doświadczam odmiennych kultur oraz religii, które pokazują mi, że świat może wyglądać zupełnie inaczej, i że ten inny świat ma do tego pełne prawo. Uczę się szacunku, otwartości i pokory. Z każdej podróży wracam z nową lekcją, czasem to myśl, czasem emocja, a czasem zupełnie nowe spojrzenie. Tymi właśnie doświadczeniami, refleksjami i opisami miejsc chcę się tutaj z Tobą dzielić.

Ludzie

Jestem zwykłą, prostą kobietą. Moja głowa jest za to pełna historii. Nazbierało się ich tyle, że w końcu musiały wybrzmieć. Dlatego piszę – o tym co jest moją siłą i o doświadczeniach, które pomogły mi na nowo poukładać wartości. Jestem Aga. Opowiadam historie. Dla siebie. I dla Ciebie.

Cabo Verde dziecko Dzień Matki dzień ojca easy yachting Karaiby katamaran matka morze karaibskie ocean podróż podróże wyspy karaibskie yachting życie

“I started with Brixton to provide you with daily fresh new ideas about trends. It is a very clean and elegant Wordpress Theme suitable for every blogger. Perfect for sharing your lifestyle.”

Przyglądam się wszystkim ludziom,

sobie zaś najuważniej.

© 2025 Aga opowiada