• HOME
  • OPOWIADANIA
  • HISTORIE OSOBISTE
  • PODRÓŻE
  • AUTORKA
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them
  • Opowiadania
  • Historie osobiste
  • Podróże
  • Autorka
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them
  • Opowiadania
  • Historie osobiste
  • Podróże
  • Autorka
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them

Kategorie

  • Autorka (3)
  • Easy Yachting (10)
  • Historie osobiste (9)
  • Opowiadania (5)
  • Podróże (11)

Aga opowiada - Opowiadania

Piszę te opowiadania jako autorka, która szuka historii, czasem wymyślonych od zera, czasem zaczerpniętych z życia, innym razem zasłyszanych gdzieś mimochodem. Historii, w których można zobaczyć odbicie własnych emocji, sytuacji, doświadczeń.

W świecie pełnym scrollowania i informacji, opowiadanie pozwala się zatrzymać. Na chwilę. Poczuć. Zobaczyć coś oczami autora, ale też własnymi.

Moje opowiadania to krótkie formy literackie. A może… początek większej opowieści? Mojej książki? Zapraszam – poznaj je po swojemu.

Opowiadania

DZIECKO – Świadomie mówię NIE!

Rejs z Walencji na Majorkę dał nam w kość. Płynęliśmy nocą. Była nas piątka. Czterech mężczyzn, w tym mój mąż, stryj mojego męża i jego znajomi. Pogoda gwałtownie się pogorszyła i zamieniła moją melancholijną podróż w jedną wielką szarpaninę z falami i żaglami.

Dotarliśmy na Majorkę o świcie. Zakotwiczyliśmy w Puerto Portals – śliczna zatoczka, ekskluzywna marina. Odczekaliśmy pół godziny, by upewnić się, czy kotwica dobrze trzyma.

– Chcesz się położyć, Heleno?- zapytał stryj zatroskanym głosem, kiedy zobaczył mnie siedzącą samotnie na dziobie jachtu i wpatrującą się w miejsce, w którym przed chwilą rzuciliśmy kotwicę.
– Nie, jeszcze nie – odpowiedziałam, nie odwracając wzroku od morza.
– To chodź. Zabieram Cię na śniadanie do portu.

To było dokładnie to, czego potrzebowałam w danym momencie.

Mimo zmęczenia zwodowaliśmy małą motorówkę i popłynęliśmy do portu. Tylko we dwoje.

Stryj od razu na wejściu do kawiarni zamówił dwie kawy. Usiedliśmy przy stoliku z pięknym widokiem na zatokę. Chwyciliśmy kartę menu, ale mój wzrok, zamiast skupić się na wyborze śniadania, ponownie utknął w morzu.

– Heleno? – Silny męski głos stryja wyrwał mnie z totalnego zawieszenia.
– Tak, stryju?

W tym momencie stryj złapał mnie za rękę, spojrzał na mnie i powiedział bardzo spokojnym głosem, jakby dochodzącym z innego świata.

– Ty wiesz, że przecież nie musisz mieć dzieci, żeby być szczęśliwa?

  • 4 lata starań.
  • 1 ciąża naturalna zakończona poronieniem.
  • 2 inseminacje.
  • 4 in vitro.
  • 4 poronienia po in vitro.
  • 3 operacje.
  • Niezliczone wizyty lekarskie.
  • Niezliczone pieniądze.
  • I to jedno zdanie.

To jedno zdanie. Chwila, która sprawiła, że nagle poczułam ulgę. Jakby ktoś dał mi rozgrzeszenie za moje nieudane starania i przyzwolenie na to, że nie muszę mieć dzieci. Że ja też jestem coś warta, że moje życie takie, jakie jest, też jest czegoś warte.

Te słowa uwolniły mnie od pragnienia czegoś, co nie było moje. Pierwszy raz trzeźwo i świadomie powiedziałam NIE dla dalszego starania się o potomstwo ponad wszystko. Ponad szacunek i troskę o siebie i o swoje ciało.

W jednej chwili zmieniło się moje życie. Bo gdyby nie ten moment, to jedno pytanie stryja, pewnie nadal brnęłabym w kolejne próby i zadłużała ponad miarę, nadal bym walczyła o wypełnienie zadania pt. „będę matką” ponad wszystko.

05.06.2026by Agnes
Opowiadania

Samotnia

MAMA

Rok 2022

Nastał październik.

Jesień była łaskawa dla mnie w tym roku. Rozpieszczała pięknymi wschodami i zachodami słońca.
Żyłam tymi momentami. Nie było życia pomiędzy. Były tylko wschody i zachody słońca.

Mama czuła się coraz gorzej. Pewnego dnia przenieśliśmy z bratem jej życie w dwupiętrowym domu do jednego małego pokoiku na parterze, który od tamtej pory stał się jej całym domem.

Miała tam wszystko, czego potrzebowała.

Było w nim łóżko, które odziedziczyła po swojej mamie. Pod łóżkiem fioletowa walizka, z którą jeździła co dwa tygodnie do szpitala na chemioterapię. Była szafa na ubrania, brzozowa komoda, ława z dwoma fotelami i biurko z laptopem. Wszystkie meble z odzysku, każdy mebel z innej parafii i z innej epoki. Ściany były obwieszone zdjęciami dzieci i wnuczek, a parapet uginał się od różnego rodzaju kwiatów w doniczkach.

W nowym małym domku mamy panował jeden wielki chaos, a jednak było w nim w jakiś sposób przytulnie i ciepło. Może dlatego, że żyła w nim mama.

Za każdym razem, kiedy do niej zaglądałam, przypominały mi się różne filmy i sceny pokazujące dzieci odwiedzające swoich starych schorowanych rodziców w – nazwijmy to po imieniu – domach starców. Czułam się podobnie jak w tych filmach. Duży dom, a w nim pokoik, w którym zatrzymał się cały świat mojej mamy.

Wraz z ostatnim promieniem zachodzącego słońca, które wyciszało wszystkie emocje z całego dnia, zamknęłam drzwi frontowe domu, mówiąc światu dobranoc.

Zajrzałam jeszcze do mamy.

– Idę spać, mamusiu – powiedziałam. – Potrzebujesz czegoś jeszcze przed snem?
– Nie, kochanie, dziękuję. Możesz iść spać – odpowiedziała słabiutkim głosem.

Powiedziałam mamie dobranoc i udałam się schodami na górę do jej sypialni, którą przejęłam, odkąd przeniosła się do pokoiku na dole.

– Dobranoc, kochanie. Śpij z aniołkami – usłyszałam, udając się już na górę.

Nic już nie odpowiedziałam. Pokonywałam ociężale kolejne stopnie stromych wąskich schodów i prawie nie wypadłam z zakrętu na półpiętrze, kiedy doleciał do mnie ponownie głos mamy.

– Hela?
– Tak, mamo?
– Ty wiesz, że bardzo cię kocham, prawda?

Łzy napłynęły mi do oczu, w gardle poczułam ucisk. Chciałam zbiec po schodach i wziąć ją w ramiona, przytulić się do niej. Ale nie mogłam. Znieruchomiałam. Drżącym głosem odpowiedziałam dla uspokojenia mamy:

– Tak, wiem, mamciu. Śpij spokojnie.

Dotarłam do sypialni. Przykryłam się kołdrą po czubek głowy, żeby tylko mama nie usłyszała mojego płaczu.

Byle do rana, Hela, byle do rana – powtarzałam sobie w myślach.

Oddychaj. Wdech, wydech, wdech i wydech.

Zasypiam.

 

25.05.2026by Agnes
Autorka, Opowiadania, Podróże

Raz na fali, raz pod falą

Jak często narzekasz, że jest Ci źle? Jak często słyszysz, że ktoś narzeka, że jest mu źle? Gdybym teraz wymieniła wszystkie smutne rzeczy, które wydarzyły się ostatnio w moim życiu, to mogłabym się pokusić na stwierdzenie, że zalało mnie tsunami. Wy byście mi wtedy współczuli, okazywali empatię, a ja przyjmowałabym te głaski i pogrążała w jeszcze większym nieszczęściu.

To spójrzmy, jak było naprawdę i co wydarzyło się przez ostatni rok, a właściwie rok i dwa miesiące.

Pod koniec października 2021 roku poddałam się operacji kręgosłupa szyjnego. Nie miałam wyboru. Ryzyko wylądowania na wózku inwalidzkim było zbyt duże. Chociaż zniosłam operację bardzo dobrze, a i rehabilitacja poszła po mojej i lekarza myśli, to nie znaczy, że nie cierpiałam, i że było mi łatwo. W tym samym czasie zatrudniłam osobę, która miała mi pomóc rozwinąć firmę. Niestety dokonałam złego wyboru. Kosztowało mnie to nie tylko pieniądze, ale też dość sporo czasu. Dopadł mnie wtedy kryzys. Zaczęłam wątpić w to, czy w ogóle uda mi się znaleźć odpowiedniego partnera do współpracy. Chwilę później wybuchła jeszcze większa bomba. Na początku lutego dowiedziałam się, że moja mama ma wznowę choroby nowotworowej. Mama przegrała walkę o życie pod koniec października. Czas towarzyszenia mamie w chorobie był bardzo wyczerpujący – fizycznie, jak i psychicznie. Wie to każdy, kto miał podobne doświadczenie. Ale to nie był koniec. Niecały miesiąc później zachorowałam na covid. Chorobę przeszłam ciężko i nie obyło się bez powikłań. Nadal z nimi walczę.

Dużo tego prawda? Ale uwaga! Były też piękne i pozytywne chwile. Między Świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem 2022 przeprowadziłam firmę do nowego pięknego miejsca. Trzy miesiące po operacji, a przed informacją o chorobie mamy popłynęłam w rejs po Karaibach. Żeglowanie, a w szczególności easy yachting na katamaranie to moja prawdziwa pasja. Kocham życie na jachcie, a na Karaibach czuję się jak w domu.

Nadal szukałam ludzi do współpracy i w końcu dobrze trafiłam. W moim życiu zawodowym pojawili się konsultanci Joanna i Gerard, którzy wspierają mnie w dążeniu do celu. Ich biznesowe wsparcie jest wartościowe. Jestem też wdzięczna za ich ogromną empatię. Bo to jak się okazuje nie musi się wykluczać. W między czasie uruchomiłam rekrutację do działu sprzedaży. Rekrutacja to trudny proces, ale udało się, a ja właśnie opublikowałam ofertę pracy dla marketera. Firma fajnie się rozwija. Rośniemy! Później były moje urodziny. A że życie miewa czasami dziwne poczucie humoru, to wypadły w dzień pogrzebu mojej mamy. Ale ktoś zadbał o wyjątkowe chwile z tej okazji. Kiedy byłam pogrążona w żałobie mój mąż i cała banda bliskich mi ludzi pracowali nad tym, by bolało mniej. Magia zadziała się dużo wcześniej. Jeszcze przed wyjazdem na pogrzeb powiedziałam mężowi, że po pogrzebie wracam do nauki gry na gitarze. W drodze powrotnej spotkaliśmy na stacji benzynowej chłopaka, który siedział na parkingu i grał na gitarze. A w domu czekał na mnie wspaniały prezent, gitara! Byłam wzruszona. W tajemnicy przede mną była konsultacja z moim nauczycielem, było głosowanie, była własnoręcznie robiona kartka urodzinowa z podpisami wszystkich, pakowanie, dostarczenie gitary do mieszkania pod moją nieobecność, a na koniec jeszcze wierszyk.

I tak dotarłam do końca mojej opowieści noworocznej. Po co to piszę i kogo to w ogóle może obchodzić?

Piszę o tym, ponieważ my ludzie jesteśmy tak skonstruowani, że najbardziej widzimy i skupiamy się na przykrych doświadczeniach. I często mówimy, że jesteśmy nieszczęśliwi, a tak naprawdę mylimy bycie nieszczęśliwym z cierpieniem. A jak pisze Frederic Lenoir w swojej książce „O szczęściu. Podróż filozoficzna”, choć na pierwszy rzut oka to się wydaje paradoksalne, można jednocześnie cierpieć i być szczęśliwym. Cierpienie jest nieuniknione, ale nieszczęście nie jest nieuniknione. Można być trwale szczęśliwym, a jednocześnie cierpieć I , o ile cierpienie jest przejściowe, nie musi nas pogrążać w nieszczęściu. Cierpienie to zjawisko powszechne, ale nie niezmienne. Wszyscy go doświadczamy, jednak nie każdy z nas jest z tego powodu nieszczęśliwy. Życzę Wam i sobie, abyśmy spojrzeli na definicję szczęścia, jak na miłość do życia, ale ze wszystkimi jego odcieniami. Wszystkiego pozytywnego!

12.01.2023by Agnes
Opowiadania

List do Taty!

23.06.2022 – DZIEŃ OJCA

Tato! To już 18 lat od kiedy nie ma Ciebie z nami.Ech! Tyle się w między czasie wydarzyło. Ale jestem przekonana, że Ty to wiesz.

Dzisiaj postanowiłam nie być egoistką! Nie będę wysyłać Ci myśli związanych ze smutkiem i tęsknotą za Tobą. Zrobię dokładnie na odwrót kochany Tatku. Pochwalę się Tobą przed całym światem. Jednocześnie zapewniam Cię, że mam się dobrze, i że nie musisz się już więcej o mnie martwić.

Tatku! Pozostawiłeś mi w spadku cudownie wspomnienia. Powracają do mnie nieoczekiwanie i zawsze w odpowiednim momencie.

Lubię przywoływać sposoby okazywani mi Twojej miłości i sposób mówienia „Kocham Cię” ♥️

▪️ Pamiętam jak dbałeś o ogródek warzywny – pędziłeś do niego rano po rzodkiewkę i szczypiorek, żeby przygotować dzieciom pyszny twarożek na śniadanie.

▪️ Nie zapomnę smaku i zapachu placków ziemniaczanych, które dla nas robiłeś. Do tej pory nie jadłam lepszych od tych Twoich oraz cebulki duszonej godzinami na patelni, bo wierzyłeś, że to najlepsze lekarstwo na przeziębienie.

▪️ Dziękuję Ci, że mogłam wybrzydzać przy jedzeniu i podrzucać Ci bezkarnie na talerz wszystko to co mi nie smakowało.

▪️ Jestem Ci nawet wdzięczna za to, że byłeś zazdrosny o każdego chłopaka, którego przyprowadzałam do domu. Nie mogłam chwili posiedzieć z nim sama przy zamkniętych drzwiach, bo Ty natychmiast je otwierałeś.

▪️ Dziękuję, że nauczyłeś mnie pływać. Miłość do wody zawdzięczam zdecydowanie Tobie.

▪️ Szanuję Cię za to, że milczałeś, kiedy jako nastolatka chałturzyłam w weekendy po weselach i zabawach wiejskich. Ciężko było Ci to zaakceptować, że córka jest wokalistką zespołu. Ale mimo wszystko brałeś wtedy dyżur w pracy i przyjeżdżałeś po mnie wielkim pługiem śnieżnym z włączonym kogutem, żeby mnie odebrać ze wsi zasypanej po pas śniegiem i bezpiecznie odstawić do domu. To było coś!

▪️ Wspominam też naszą wspólną wyprawę Maluchem – Fiatem 125p do Hanoweru w latach 80tych. Załadowani po brzegi prowiantem i ciuchami pędziliśmy całe 80km/h do „Reichu”, żeby odwiedzić rodzinę, u której wylądowali dziadkowie podczas II wojny światowej.

▪️ Ale największym poświęceniem było wożenie mnie na początku lat 90tych co drugi weekend na studia zaoczne z Berlina do Szczecina. Mieszkałam wtedy już w Berlinie i przygotowywałam się na egzamin wstępny na studia na FU Berlin. Jednak chciałam się zabezpieczyć i nie marnować czasu, więc jednocześnie podjęłam studia zaoczne w Szczecinie. Ty wiedziałeś, że nie mogę zostać na dwa dni w Szczecinie, ponieważ w weekendy pracowałam. Opiekowałam się starszą Panią i musiałam być przy niej w nocy. Szanowałeś mnie za to i gnałeś z Kalisza do Berlina, nocowałeś w samochodzie rano zawoziłeś na zajęcia do Szczecina, a po zajęciach zabierałeś do Berlina. I w niedziele wcześnie rano to samo. Ech Tatku, to było niesamowite poświęcenie, tym bardziej, że potem dostałam się na studia w Berlinie.

Tatku! Jesteś cały czas obecny w moim życiu. Widzę we mnie coraz więcej podobieństw do Ciebie. Chociażby w wyglądzie, czy uśmiechu.

I tak, przeczuwałam, że odejdziesz od nas.Pamiętasz jak odwiedziłam Ciebie i mamę w lipcu 2004r w Kaliszu?
Dokładnie wtedy zauważyłam, że wkrótce nas opuścisz.
Ta myśl strasznie mnie męczyła, aż pewnego dnia podczas spaceru w Łazienkach Królewskich wypowiedziałam ją Staszkowi na głos: „Kochanie, to straszne co teraz powiem, ale mam wrażenie, że mój tata zaraz umrze”.
Dwa miesiące później odszedłeś. Byłam wtedy taka wściekała na Ciebie i siebie. Że nic nie zrobiłam, żeby temu zapobiec. Ale potem dotarło do mnie, że ja jedyna nie mieszkałam blisko Ciebie, nie widywałam Ciebie często, i że to był Twój sposób, żeby mnie na to przygotować. Wysłałeś odpowiednie fale, a ja je odebrałam.Chciałeś bym wiedziała wcześniej i mogła w jakiś sposób się na to przygotować. I za to też jestem Ci wdzięczna.

Kocham Cię TATO! ❤

Ps. Zdjęcie pochodzi z wycieczki do Pałacu Sanssouci w Poczdamie – rok 1995

23.06.2022by Agnes
Opowiadania

M jak Majorka i Miró

Majorka jednym kojarzy się z wakacjami, plażą, błękitem morza, jeszcze innym z szalonym życiem nocnym. Dla mnie Majorka to okazja, żeby pożeglować, ale przede wszystkim miejsce bogatej spuścizny kulturowej i artystycznej. To właśnie na Majorce pierwszy raz zetknęłam się z dziełami katalońskiego malarza, rzeźbiarza i ceramika – Joana Miró.

Moja miłość do sztuki Miró zaczęła się na północno-zachodnim wybrzeżu Majorki, w miasteczku Sóller. Zakotwiczyliśmy jachtem w urokliwej zatoce Port de Sóller (hiszp. Puerto de Sóller) położonej w otoczeniu pasma górskiego Serra de Tramuntana.

Miró w Sóller

W Port de Sóller złapałam zabytkową pomarańczową kolejkę (Tranvía de Sóller) i pomknęłam nią do nieopodal położonego miasteczka Sóller, a właściwie bezpośrednio na jego dworzec kolejowy. To nie byle jaki dworzec. Zaprojektowany w stylu „modernizmu” jest jednym z głównych atrakcji turystycznych miasteczka. Dla mnie prawdziwym klejnotem ukrytym w zabytkowym budynku dworca są stałe ekspozycje dwóch najbardziej znanych hiszpańskich artystów i przyjaciół jednocześnie, Pabla Picasso i Joana Miró. Obie wystawy znajdują się w hali zaraz po wejściu do budynku dworca. Po prawej Sala Miró, a po lewej Sala Picasso.


Miró w Palma de Mallorca

Po tej wizycie nabrałam prawdziwego apetytu na sztukę Miró. Poszperałam w sieci i boom! Odkryłam, że w stolicy Majorki znajduje się posiadłość artysty. Po jego śmierci została ona przekształcona w otwarte dla publiczności muzeum sztuki współczesnej poświęcone jego twórczości – Fundació Pilar i Joan Miró. Nie jest to klasyczne muzeum. Artysta pozwala nam zajrzeć do swojej duszy i w ten sposób przybliżyć nam swój proces twórczy. Zaprasza nas swojego ogrodu, miejsca, w którym mieszkał i tworzył.


Jak wygląda zwiedzanie Fundació Pilar i Joan Miró? Przede wszystkim bezstresowo! Wchodzisz na teren posiadłości, spacerujesz po ogrodzie napotykając w nim rzeźby artysty. Zaglądasz do pracowni, które wyglądają, jakby ktoś w nich właśnie pracował – obrazy na sztalugach, obrazy na podłodze, oparte o ściany, dookoła pędzle, palety, farby. Wszystko zgodnie z jego życzeniem: „Chcę, aby wszystko co zostawiam pozostało takie, jakie jest, kiedy mnie nie ma.”


Masz wrażenie, jakby artysta wyszedł na chwilę i miał zaraz wrócić, by dalej tworzyć. Przechadzając się po ogrodzie możesz przycupnąć na ławeczce i delektować się widokem na zatokę Palmy. To miejsce to prawdziwa perełka, miejsce na refleksję nad twórczością Joana Miró, ale również nad życiem jako takim.

Na terenie muzeum znajdują się trzy budynki: Pracownia Sert Studio – którą zaprojektował przyjaciel Miró, architekt Josep Lluís Sert. Drugi bydynek to XVIII-wieczna Finca Son Boter, również wykorzystywana przez artystę jako atelier. Dlatego nie dziwi nikogo, że na ścianach tego typowego hispańskiego domku do tej pory widać jego graffiti. Trzeci budynek to Budynek Moneo, zaprojektowany przez znanego architekta Rafaela Moneo. Powstał na potrzeby Fundacji w 1992r. Mieści się w nim siedziba Funacji oraz muzeum ze starannie dobraną kolekcją dzieł artysty. Architektura budynku komponuje się idealnie z otoczniem.

Moim faworytem zawszę będzie jednak pracownia Sert Studio. Biały, niewysoki, pokryty falistym dachem budynek z trojgiem drzwi na jednej ścianie, każde w innym kolorze – żółte, niebieskie, czerwone. Patrząc na niego nietrudno o skojarzenia z obrazami Mondriana. Z wyczytanych informacji dowiedziałam się, że i Miró uwielbiał tą pracownię.


Ode mnie osobiście…

Studiując życie i twórczość arysty zwróciłam uwagę na dwa aspekty, którymi mi zaimponował. Zachował swoją autonomię – nie przyznawał się do przynależności do żadnego ruchu artystycznego – trzymał się z dala od wszelkich formalnych grup. Inspirował się różnymi kierunkami i stylami artystycznymi, ale nie chciał, aby wpasowano go w ramy konkretnego stylu artystycznego. I to mu się udało. Zachował swój indywidualny styl malarski i za to go podziwiam.
Drugi aspekt to jego potrzeba, aby sztuka była dostępna dla szerszej publiczności. Wykonywał wiele kopii swoich dzieł i udostępniał je w przestrzeni publicznej. W ten sposób docierał i nadal dociera do szerokiej grupy odbiorców.

Kocham sztukę, ale nie jestem jej szczególnym znawcą. Nie posiadam kompetencji, by ocenić czy dany obraz jest dobry, cenny.
Ale jeśli sztuka przemawia do Ciebie w tak bardzo bezpośredni sposób, jak do mnie sztuka Miró, to masz prawo powiedzieć, że jest piękna.
Dla mnie dzieła Miró są czymś w rodzaju wehikułu czasu. Kiedy patrzę na obrazy artysty odrywam się od rzeczywistości, przenoszę do czasów dzieciństwa. Odzyskuję wtedy tą dziecięcą mądrość, życia tu i teraz, bez rozmyślania o tym co było i bez zamartwiania się o przyszłość, o coś czego jeszcze nie ma.

Na koniec zacytuję artystę: „Ważniejszy od samego dzieła jest efekt, jaki ono wywołuje. Sztuka może umrzeć, obraz może ulec zniszczeniu. Istotne jest ziarno, które zostało zasiane”.

Ciekawe jaki efekt wywoła sztuka Joana Miró na Tobie? Jeśli chcesz, podziel się ze mną w komentarzu.
Albo po prostu do mnie napisz. Może kiedyś wspólnie zwiedzimy Majorkę?


Powyższy wpis dedykuję mojej utalentowanej artystycznie chrześniaczce – 6-letniej Róży. Kocham Cię Różo!

29.04.2020by Agnes

Kategorie

  • Autorka
  • Easy Yachting
  • Historie osobiste
  • Opowiadania
  • Podróże
Ludzie

OPOWIADANIA

To teksty o bardziej literackim charakterze, w których fikcja splata się z osobistymi doświadczeniami oraz zasłyszanymi historiami. Różnorodne opowiadania – kto wie, być może są to pierwsze rozdziały przyszłej książki.

Miejsca

HISTORIE OSOBISTE

Piszę, bo chcę mówić o emocjach — nie tylko je czuć. Moje historie nie mają nikogo ranić ani niczego narzucać. Wierzę, że inni mogą się w nich odnaleźć, a mój sposób patrzenia na świat może pomóc spojrzeć na życie z innej perspektywy.

Chwile ulotne

PODRÓŻE

W czasie podróży spotykam ludzi i doświadczam odmiennych kultur oraz religii, które pokazują mi, że świat może wyglądać zupełnie inaczej, i że ten inny świat ma do tego pełne prawo. Uczę się szacunku, otwartości i pokory. Z każdej podróży wracam z nową lekcją, czasem to myśl, czasem emocja, a czasem zupełnie nowe spojrzenie. Tymi właśnie doświadczeniami, refleksjami i opisami miejsc chcę się tutaj z Tobą dzielić.

Ludzie

Jestem zwykłą, prostą kobietą. Moja głowa jest za to pełna historii. Nazbierało się ich tyle, że w końcu musiały wybrzmieć. Dlatego piszę – o tym co jest moją siłą i o doświadczeniach, które pomogły mi na nowo poukładać wartości. Jestem Aga. Opowiadam historie. Dla siebie. I dla Ciebie.

Cabo Verde dziecko Dzień Matki dzień ojca easy yachting Karaiby katamaran matka morze karaibskie ocean podróż podróże wyspy karaibskie yachting życie

“I started with Brixton to provide you with daily fresh new ideas about trends. It is a very clean and elegant Wordpress Theme suitable for every blogger. Perfect for sharing your lifestyle.”

Przyglądam się wszystkim ludziom,

sobie zaś najuważniej.

© 2025 Aga opowiada