I wciąż uśmiecham się do życia

Najpiękniejsze komplementy to te, których się nie spodziewamy.

Kilka dni temu znów miałam okazję zaśpiewać przed publicznością. Wzięłam udział w koncercie uczniów studia piosenki, do którego należę. To nasz coroczny, kameralny występ na zakończenie sezonu.

Wybrałam utwór bliski mojemu sercu: „Takie Ciało” Moniki Borzym. Tekst prawdziwy, mocny, kobiecy. Bardzo mój. Ale tym razem coś było inaczej.

Śpiewam, bo lubię. Nie mam tremy. Śpiew mnie uspokaja, relaksuje, daje mi radość. To wręcz forma autoterapii, mogę wyśpiewać to, co w duszy mi gra:-) Zawsze był to dla mnie czysty fun.

A jednak tym razem… pamięć zawodziła. Głos się trząsł. W głowie mętlik. Ciało nie chciało współpracować. A ja, choć w myślach powtarzałam sobie „nie stresuj się, to przecież tylko zabawa”, denerwowałam się okrutnie.

Wiem, skąd to się bierze. Jestem w czasie zmian. Hormony, ciało, pamięć. Niby nic wielkiego się nie dzieje, a jednak w środku cała się trzęsę. I nawet jeśli wiem, o co chodzi i jak z tym żyć, to nie znaczy, że jest łatwo.

Byłam o krok od rezygnacji.

Ale poszłam. Bo kocham śpiewać. Bo kiedy śpiewam, nie jestem panią prezes, nie jestem dojrzałą kobietą. Jestem po prostu dziewczyną, która wyśpiewuje emocje. I to jest piękne.

Zaśpiewałam. Nieidealnie. Jak to trafnie podsumował mój mąż -„na jednej narcie” 😄

Dojechałam. Z uśmiechem. Z brawami. I z cudownym uściskiem od męża po zejściu ze sceny.

Ale wydarzyło się coś jeszcze piękniejszego.

Już po wszystkim, w zamieszaniu, kiedy ludzie się rozchodzili, podeszła do mnie mała dziewczynka. Delikatna, piękna. Spojrzała mi prosto w oczy i mocnym głosem powiedziała:

„Proszę pani, pięknie pani śpiewała.”

Zamarłam. Serio.
Nie znała mnie. Podeszła z własnej i nieprzymuszonej woli. Nie wiedziała, jak blisko byłam odpuszczenia. Nie miała pojęcia, ile mnie tym razem kosztowało to jedno wyjście na scenę. A jednak powiedziała coś, co sprawiło, że wszystko nabrało sensu.

Później dowiedziałam się, że to Tosia – 7-letnia córka znajomych mojej koleżanki z chóru. Chciałam ją uściskać, ale byłam tak wzruszona, że nawet nie zdążyłam. Napisałam później do koleżanki:

„Uściskaj ją mocno ode mnie. Bardzo mocno.”

Ten moment był najpiękniejszym komplementem i najcenniejszą nagrodą. Bo dzieci są szczere. Mówią to, co czują.
Dziękuję Ci, Tosiu – Mój Aniele.

Na koniec…

Nie zawsze wszystko się udaje. Nie zawsze mamy kontrolę nad własnym ciałem, głową, emocjami.Ale przede wszystkim – piękno nie musi być perfekcyjne!

No to… miłego słuchania mojej jazdy na jednej narcie 😉

 

Written by Agnes