• HOME
  • OPOWIADANIA
  • HISTORIE OSOBISTE
  • PODRÓŻE
  • AUTORKA
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them
  • Opowiadania
  • Historie osobiste
  • Podróże
  • Autorka
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them
  • Opowiadania
  • Historie osobiste
  • Podróże
  • Autorka
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them

Kategorie

  • Autorka (1)
  • Easy Yachting (1)
  • Historie osobiste (1)
  • Opowiadania (3)
  • Podróże (5)

Aga opowiada - Podróże z refleksją

Podróże nauczyły mnie otwartości i dystansu – do siebie i do życia.
Zwłaszcza te do miejsc prostych, mniej cywilizowanych, gdzie ludzie żyją inaczej.
Z perspektywy czasu myślę, że mądrzej.

To właśnie tam znów zrozumiałam, że Europa, w której żyję, nie jest pępkiem świata.
I że to, co proste, potrafi być naprawdę piękne i dobre.

Dlatego postanowiłam pisać te relacje.Ale nie znajdziesz tu przewodnika turystycznego. To opowieści z podróży – z ludźmi, emocjami i refleksją.

Podróże

Stachu, ale luksus!


Rocznice mają to do siebie, że uruchamiają wspomnienia. Wczoraj, przeglądając z mężem zdjęcia z naszej podróży poślubnej, uświadomiłam sobie, jak bardzo tamten pierwszy rejs wpłynął na to, kim jesteśmy dzisiaj.

09.09.2006 r.

Po północy zwinęliśmy się z przyjęcia ślubnego, pojechaliśmy do mieszkania, żeby szybko się przebrać w sportowe ciuchy, zabraliśmy kasę z kopert, spakowaliśmy walizki i w drogę… Już wtedy wiedzieliśmy, jak cenny jest czas, i lubiliśmy dobrze go wykorzystywać.
Gości przenieśliśmy z restauracji do klubu Alchemia, gdzie impreza trwała dalej, życzyliśmy im miłej zabawy, a sami ruszyliśmy przez noc do Chorwacji.
Mój, od kilku godzin już mąż, wszystko zorganizował. Nawet udało się wyjątkowo rozpocząć rejs w niedzielę, co w Chorwacji nie jest wcale takie oczywiste (czartery zwykle zaczynają się od soboty).

Dotarliśmy nad ranem i wyruszyliśmy w nasz pierwszy wspólny rejs. W marinie czekała na nas, z dzisiejszej perspektywy łódeczka, a wtedy luksusowy jacht żaglowy Bavaria 30. Według danych fabrycznych: 9,45 metra długości, 3,29 metra szerokości, zanurzenie 1,85 metra, a jego wielkość pozwala na komfortową żeglugę dla 4–6 osób, które mogą korzystać z dwóch kabin. A my mieliśmy ten jacht tylko dla siebie. O katamaranie nawet nie śniłam wtedy.

To był mój pierwszy rejs żeglarski. Nie miałam żadnych umiejętności, żadnych patentów, musiałam zaufać mężowi. I to był taki pierwszy test naszego małżeństwa.

Na łódce czekała na nas niespodzianka od armatora, butelka wina i winogrona. Załadowaliśmy bagaże, oddaliśmy cumy i odpłynęliśmy, w dosłownym i w przenośnym tego słowa znaczeniu.

Lubię wracać do wspomnień, bo one przypominają mi, ile przeżyłam, skąd biorę się dzisiejsza ja i przede wszystkim pokazują, co naprawdę ma dla mnie znaczenie. Wspomnienia to taki zbiór danych, którymi możesz mierzyć swoje życie. One pokazują, jak było i jak jest, pozwalają zweryfikować własne działania.

Rejs był dla nas testem, sprawdził zaufanie i reakcje w różnych sytuacjach. Bo życie jest jak pogoda na morzu, zmienne. I taką pogodę mieliśmy podczas naszego rejsu: słoneczną, spokojną, ale też sztormową. W te piękne dni było łatwo, kąpiele słoneczne, pływanie tak, jak nas Bozia stworzyła, w krystalicznej wodzie, przepływanie od wysepki do wysepki, zwiedzanie miasteczek. Ale bywało też trudniej, silny, porywisty wiatr, zacięty grot, konieczność wjechania na maszt, zaklinowana kotwica i szukanie sposobu, jak ją wyciągnąć. To były sytuacje, które przygotowywały nas na dalsze wspólne życie i pokazywały, że w każdej sytuacji damy radę, jeśli jesteśmy razem.

Ten rejs wyznaczył też nasze standardy, a ja odkryłam nową miłość, miłość do żeglowania. I zdefiniowałam dla siebie luksus. Leżałam na dziobie jachtu i patrzyłam na słońce wychylające się zza żagla. Miło bujało, więc raz się pojawiało, raz chowało za białym żagielkiem. Do tego dźwięk chlupiącej wody o burtę jachtu… Pamiętam, że zwróciłam się do męża:
– Stachu?
– Tak?
– Ale luksus…

I w tym luksusie żyję do dzisiaj. Nie wyszłam za mąż, żeby urodzić dzieci, zbudować dom i posadzić drzewo. Wyszłam za mąż, by spędzać jak najpiękniej życie razem. A jak wyjdzie, to życie pokaże.
Naszym celem było spędzać jak najwięcej czasu razem. Być blisko. Naszym celem było spędzać jak najwięcej czasu razem. Być blisko.
Naiwne? Nie wiem. Ale działa do dziś! Bo życie samo układa dla nas scenariusz bazując na wcześniej „zebranych danych”.

09.09.2025by Agnes
Podróże

Życie w trybie slow motion

Tak żyje się na wyspie Bornholm, spokojne i bez pośpiechu.
Tu czas wcale nie zwalnia, to ty zwalniasz i zyskujesz przestrzeń, by naprawdę zobaczyć i usłyszeć siebie.

Mało ludzi, dużo przestrzeni. Też wypatrujesz takiego miejsca?

Bornholm to niewielka duńska wyspa często nazywana „perłą Bałtyku”, leżąca bliżej Szwecji niż kontynentalnej Danii. Ma zaledwie 30 na 40 kilometrów i mieszka tu niecałe 40 tysięcy ludzi, więc jest spokojnie, cicho i lokalnie. 

Południe wyspy to miejsce dla tych, którzy kochają plaże, te piaszczyste i prawie puste. Natomiast północ to skaliste klify, ostre linie brzegowe i surowe piękno.

Załadowaliśmy z mężem auto na prom i w niecałe cztery godziny byliśmy na miejscu.


Podróż mierzona w nowych znajomościach, a nie w pokonanych kilometrach

Wybrałam się w podróż bez planu, bez presji zwiedzania czy robienia czegokolwiek.
Nie zawsze da się albo trzeba zaplanować wszystko. Czasem warto świadomie sobie odpuścić, pozwolić rzeczom płynąć w swoim tempie, a wtedy nastąpi to, co powinno nastąpić. Pojawi się jakby znikąd, a właściwie z naszej ciekawości i otwartości na to, co nas otacza.

I tak właśnie było na Bornholmie.

Spokojny długi spacer po plaży, kilka spotkanych osób po drodze… Już miałam zawrócić, gdy przyciągnęły mnie kolorowe kamienie ułożone na skalnych półkach. Mała galeria z „obrazami”, każdy z innym motywem, każdy piękny i pokazujący wyspę oczami artysty.

Po chwili pojawiła się rodzina, którą mijałam wcześniej. Tak, to była ich galeria, a właściwie dzieło córki, Marlene. Tak nawiązała się fajna znajomość.
– Przyjdź jutro – zachęcała Marlene. – Będą nowe rzeczy.
I jak obiecała młoda artystka, w galerii przybywało nowych dzieł sztuki.

W ostatnim dniu Marlene zaproponowała mi, abym wybrała sobie coś na pamiątkę. Zdecydowałam się na kamień z okiem. Bo moje oko dostrzegło tę galerię, a może to oko mnie wypatrzyło i ściągnęło wzrokiem?


Cisza z zewnątrz robi miejsce w środku

Kiedy wchodzisz w tryb slow motion, otwierają się zmysły.
I nagle słyszysz swój własny oddech.
Słowa, które nie zostały wypowiedziane.
Potrzeby, które do tej pory ginęły w chaosie wszystkich spraw.

Patrzysz na kamień porośnięty glonami i czujesz się ukołysana.
W kępce wodorostów na piasku, które obmywają fale, dostrzegasz serce.
Nawet kamyki, o które potykasz się na plaży uśmiechają się do Ciebie.

To nie iluzja. I nie zwariowałam.
Kiedy znika cywilizacyjny hałas i rezygnujesz z natłoku bodźców, zaczynasz widzieć inaczej.
Przestajesz rozglądać się w pośpiechu zmęczonymi oczami, a zaczynasz widzieć oczami swojej prawdziwej natury. Zaczynasz widzieć świat takim, jaką jesteś w środku.

Można po prostu… być

Może tak miało być, że to nie ja miałam plan na wyspę, tylko wyspa na mnie.
Szeptała: Zwolnij. Nie musisz nic więcej. Wystarczy, że jesteś.

Zamiast gonić od atrakcji do atrakcji, można po prostu… być. I w tym „byciu” zadziało się najwięcej. Uporządkowałam chaos w swojej duszy.

Olga Tokarczuk napisała, że gdyby spojrzeć na świat z góry, zobaczylibyśmy ludzi biegających w pośpiechu, spoconych i bardzo zmęczonych i ich dusze, które nie nadążają za swoimi właścicielami.
Dusze wiedzą, że zgubiły swojego właściciela, ale ludzie często nawet nie zauważają, że zgubili własną duszę.
Może największą odwagą dzisiaj jest umieć się zatrzymać i poczekać na siebie.

10.08.2025by Agnes
Autorka, Opowiadania, Podróże

Raz na fali, raz pod falą

Jak często narzekasz, że jest Ci źle? Jak często słyszysz, że ktoś narzeka, że jest mu źle? Gdybym teraz wymieniła wszystkie smutne rzeczy, które wydarzyły się ostatnio w moim życiu, to mogłabym się pokusić na stwierdzenie, że zalało mnie tsunami. Wy byście mi wtedy współczuli, okazywali empatię, a ja przyjmowałabym te głaski i pogrążała w jeszcze większym nieszczęściu.

To spójrzmy, jak było naprawdę i co wydarzyło się przez ostatni rok, a właściwie rok i dwa miesiące.

Pod koniec października 2021 roku poddałam się operacji kręgosłupa szyjnego. Nie miałam wyboru. Ryzyko wylądowania na wózku inwalidzkim było zbyt duże. Chociaż zniosłam operację bardzo dobrze, a i rehabilitacja poszła po mojej i lekarza myśli, to nie znaczy, że nie cierpiałam, i że było mi łatwo. W tym samym czasie zatrudniłam osobę, która miała mi pomóc rozwinąć firmę. Niestety dokonałam złego wyboru. Kosztowało mnie to nie tylko pieniądze, ale też dość sporo czasu. Dopadł mnie wtedy kryzys. Zaczęłam wątpić w to, czy w ogóle uda mi się znaleźć odpowiedniego partnera do współpracy. Chwilę później wybuchła jeszcze większa bomba. Na początku lutego dowiedziałam się, że moja mama ma wznowę choroby nowotworowej. Mama przegrała walkę o życie pod koniec października. Czas towarzyszenia mamie w chorobie był bardzo wyczerpujący – fizycznie, jak i psychicznie. Wie to każdy, kto miał podobne doświadczenie. Ale to nie był koniec. Niecały miesiąc później zachorowałam na covid. Chorobę przeszłam ciężko i nie obyło się bez powikłań. Nadal z nimi walczę.

Dużo tego prawda? Ale uwaga! Były też piękne i pozytywne chwile. Między Świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem 2022 przeprowadziłam firmę do nowego pięknego miejsca. Trzy miesiące po operacji, a przed informacją o chorobie mamy popłynęłam w rejs po Karaibach. Żeglowanie, a w szczególności easy yachting na katamaranie to moja prawdziwa pasja. Kocham życie na jachcie, a na Karaibach czuję się jak w domu.

Nadal szukałam ludzi do współpracy i w końcu dobrze trafiłam. W moim życiu zawodowym pojawili się konsultanci Joanna i Gerard, którzy wspierają mnie w dążeniu do celu. Ich biznesowe wsparcie jest wartościowe. Jestem też wdzięczna za ich ogromną empatię. Bo to jak się okazuje nie musi się wykluczać. W między czasie uruchomiłam rekrutację do działu sprzedaży. Rekrutacja to trudny proces, ale udało się, a ja właśnie opublikowałam ofertę pracy dla marketera. Firma fajnie się rozwija. Rośniemy! Później były moje urodziny. A że życie miewa czasami dziwne poczucie humoru, to wypadły w dzień pogrzebu mojej mamy. Ale ktoś zadbał o wyjątkowe chwile z tej okazji. Kiedy byłam pogrążona w żałobie mój mąż i cała banda bliskich mi ludzi pracowali nad tym, by bolało mniej. Magia zadziała się dużo wcześniej. Jeszcze przed wyjazdem na pogrzeb powiedziałam mężowi, że po pogrzebie wracam do nauki gry na gitarze. W drodze powrotnej spotkaliśmy na stacji benzynowej chłopaka, który siedział na parkingu i grał na gitarze. A w domu czekał na mnie wspaniały prezent, gitara! Byłam wzruszona. W tajemnicy przede mną była konsultacja z moim nauczycielem, było głosowanie, była własnoręcznie robiona kartka urodzinowa z podpisami wszystkich, pakowanie, dostarczenie gitary do mieszkania pod moją nieobecność, a na koniec jeszcze wierszyk.

I tak dotarłam do końca mojej opowieści noworocznej. Po co to piszę i kogo to w ogóle może obchodzić?

Piszę o tym, ponieważ my ludzie jesteśmy tak skonstruowani, że najbardziej widzimy i skupiamy się na przykrych doświadczeniach. I często mówimy, że jesteśmy nieszczęśliwi, a tak naprawdę mylimy bycie nieszczęśliwym z cierpieniem. A jak pisze Frederic Lenoir w swojej książce „O szczęściu. Podróż filozoficzna”, choć na pierwszy rzut oka to się wydaje paradoksalne, można jednocześnie cierpieć i być szczęśliwym. Cierpienie jest nieuniknione, ale nieszczęście nie jest nieuniknione. Można być trwale szczęśliwym, a jednocześnie cierpieć I , o ile cierpienie jest przejściowe, nie musi nas pogrążać w nieszczęściu. Cierpienie to zjawisko powszechne, ale nie niezmienne. Wszyscy go doświadczamy, jednak nie każdy z nas jest z tego powodu nieszczęśliwy. Życzę Wam i sobie, abyśmy spojrzeli na definicję szczęścia, jak na miłość do życia, ale ze wszystkimi jego odcieniami. Wszystkiego pozytywnego!

12.01.2023by Agnes
Page 1 of 212»

Kategorie

  • Autorka
  • Easy Yachting
  • Historie osobiste
  • Opowiadania
  • Podróże
Ludzie

OPOWIADANIA

To teksty o bardziej literackim charakterze, w których fikcja splata się z osobistymi doświadczeniami oraz zasłyszanymi historiami. Różnorodne opowiadania – kto wie, być może są to pierwsze rozdziały przyszłej książki.

Miejsca

HISTORIE OSOBISTE

Piszę, bo chcę mówić o emocjach — nie tylko je czuć. Moje historie nie mają nikogo ranić ani niczego narzucać. Wierzę, że inni mogą się w nich odnaleźć, a mój sposób patrzenia na świat może pomóc spojrzeć na życie z innej perspektywy.

Chwile ulotne

PODRÓŻE

W czasie podróży spotykam ludzi i doświadczam odmiennych kultur oraz religii, które pokazują mi, że świat może wyglądać zupełnie inaczej, i że ten inny świat ma do tego pełne prawo. Uczę się szacunku, otwartości i pokory. Z każdej podróży wracam z nową lekcją, czasem to myśl, czasem emocja, a czasem zupełnie nowe spojrzenie. Tymi właśnie doświadczeniami, refleksjami i opisami miejsc chcę się tutaj z Tobą dzielić.

Ludzie

Jestem zwykłą, prostą kobietą. Moja głowa jest za to pełna historii. Nazbierało się ich tyle, że w końcu musiały wybrzmieć. Dlatego piszę – o tym co jest moją siłą i o doświadczeniach, które pomogły mi na nowo poukładać wartości. Jestem Aga. Opowiadam historie. Dla siebie. I dla Ciebie.

dziecko matka

“I started with Brixton to provide you with daily fresh new ideas about trends. It is a very clean and elegant Wordpress Theme suitable for every blogger. Perfect for sharing your lifestyle.”

Przyglądam się wszystkim ludziom,

sobie zaś najuważniej.

© 2025 Aga opowiada