• HOME
  • OPOWIADANIA
  • HISTORIE OSOBISTE
  • PODRÓŻE
  • AUTORKA
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them
  • Opowiadania
  • Historie osobiste
  • Podróże
  • Autorka
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them
  • Opowiadania
  • Historie osobiste
  • Podróże
  • Autorka
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them

Kategorie

  • Autorka (3)
  • Easy Yachting (10)
  • Historie osobiste (9)
  • Opowiadania (5)
  • Podróże (11)

Aga opowiada - Podróże z refleksją

Podróże nauczyły mnie otwartości i dystansu – do siebie i do życia.
Zwłaszcza te do miejsc prostych, mniej cywilizowanych, gdzie ludzie żyją inaczej.
Z perspektywy czasu myślę, że mądrzej.

To właśnie tam znów zrozumiałam, że Europa, w której żyję, nie jest pępkiem świata.
I że to, co proste, potrafi być naprawdę piękne i dobre.

Dlatego postanowiłam pisać te relacje.Ale nie znajdziesz tu przewodnika turystycznego. To opowieści z podróży – z ludźmi, emocjami i refleksją.

Easy Yachting, Podróże

Jesteśmy z Bali Mahali!

Jesteśmy z Bali Mahali! Odpowiedział Mariusz, kiedy wskakiwaliśmy do dinghy – gumowego pontonu z małym silniczkiem, a przypadkowa osoba na pomoście zapytała skąd jesteśmy.
Ta scena jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że dom to uczucie, a nie miejsce. Jestem wdzięczna, że mimo niesprzyjających warunków podjęliśmy decyzję i popłynęliśmy w rejs po Karaibach na jachcie o tytułowej nazwie Bali Mahali.

To nie będzie klasyczny artykuł opisujący wyspy i nasze przygody na jachcie. Tym razem podzielę się mądrością, którą otrzymałam po odbyciu tej podróży:
Nie ma co czekać na lepsze czasy, bo nikt nie da nam gwarancji, że takie nadejdą.

Czas i cierpliwość


Na ten rejs czekaliśmy 3 lata. Zaplanowaliśmy go w 2019r i mieliśmy dopięte wszystko na ostatni guzik: pełny skład załogi, opłacony czarter , kupione bilety lotnicze, opracowaną trasę. Ale podobno życie jest tym, co się wydarza, kiedy Ty jesteś zajęty robieniem innych planów. Tak życie wycięło nam numer. Świat ogarnęła pandemia , a lock down nie pozwalał na ruszanie się poza własne cztery ściany, a co dopiero na lot na drugi koniec świata.
Zamiast wymarzonych wakacji na jachcie w 2020r. otrzymaliśmy vouchery z możliwością ich realizacji w ograniczonym czasowo terminie.

I tak moglibyśmy czekać na bardziej odpowiedni moment do dziś, albo jeszcze dłużej, gdyby nie nasza determinacja.
Wiem, czas i cierpliwość to najpotężniejsi wojownicy, jak pisał Tołstoj, ale wszystko ma swoje granice. Postanowiliśmy nie czekać na właściwą okazję, tylko ją sobie stworzyć tu i teraz.
We wrześniu 2021 r. zaczęliśmy ponownie organizować wyprawę na Karaiby.

Okoliczności nadal nie były sprzyjające. Zewsząd docierały ostrzeżenia o nadejściu kolejnej fali koronawirusa.
Podczas gdy inni wstrzymywali swoje wyjazdy, ostrzegali, że jest zbyt niebezpiecznie, że to ryzykowne, my zebraliśmy fajną grupę ludzi i zarezerwowaliśmy termin rejsu na styczeń 2022.

Do rejsu mieliśmy jeszcze ponad cztery miesiące i bardzo liczyliśmy na to, że sytuacja się uspokoi. Tymczasem z Gwadelupy – skąd czarterowaliśmy jacht – docierały do nas niepokojące informacje o protestach i zamieszkach związanych ze zwiększeniem obostrzeń cowidowych. Lokalna ludność zaczęła wychodzić na ulice i protestować przeciwko rozporządzeniom rządowym. Sytuacja pogarszała się z dnia na dzień. Demonstrujący palili auta, blokowali ulice. Zaczęły się też zamieszki rabowanie sklepów i napady na posterunki policji.
W internecie czytaliśmy o masowych rezygnacjach z wakacji na Gwadelupie. Hotelarze załamywali ręce, a linie lotnicze informowały nas o kolejnych zmianach miejsca i godziny lotu.

Uff! Lecimy!


No prawie. Przed wylotem oprócz okazania paszportu cowidowego z minimum dwoma szczepieniami musieliśmy zrobić jeszcze test antygenowy. Dotarło do nas to, że jesteśmy tuż przed osiągnięciem naszego celu, i że mimo szczepień pozytywny wynik testu może zburzyć nasze marzenie o zostawianiu za sobą lądu i wszystkiego co się na nim działo.

Test robiliśmy w hotelu przy lotnisku i czekając na wyniki w barze przy lampce wina zupełnie zapomnieliśmy o tym, że po 20 min. mieliśmy stawić się po odbiór wyniku.
Nagle w holu pojawił się pan w białym fartuchu. Szybkim krokiem podążał w naszym kierunku. Usłyszałam tylko: A tutaj jesteście. Szukałem Was. Wymachując karteczkami nam przed nosem wykrzyczał radośnie – Lecicie!!!

Zmiana planu!


Po dotarciu na Karaiby dowiedzieliśmy się, że nasz plan płynięcia z Gwadelupy na Dominikę nie jest taki prosty do realizacji. Dominika to osobna wyspa i osobny kraj. Aby móc płynąć na wyspę musielibyśmy wypełnić mnóstwo formularzy i wysłać je wcześniej do odpowiedniego urzędu na Dominice. Poza tym obie wyspy wymagały zrobienia przez nas kolejnych testów: testu PCR przed wypłynięciem z Gwadelupy oraz testu antygenowego po dopłynięciu antygenowego na Dominikę. Z tym, że na wynik testu PCR musielibyśmy czekać na jachcie nawet do dwóch dni. Czas i koszty …
Zrobiliśmy głosowanie – 5 osób było przeciwko , trzy za podjęciem ryzyka. Ale gdyby tylko jedna osoba z naszej ośmioosobowej grupy otrzymała wynik pozytywny, wtedy musielibyśmy wszyscy odbyć kwarantannę na jachcie bez możliwości wypłynięcia z portu.

Szczęście w nieszczęściu


Gwadelupa to kraj położony na kilku większych i kilku mniejszych wyspach min.: Marie-Galante, La Désirade, Les Saintes i Petite Terre.
Wyspy różnią się od siebie i oferują wiele atrakcji dzięki temu nie opuszczając zamorskiej Francji mogliśmy poznać uroki Karaibów.

Pandemia dawała nam się jeszcze nie raz we znaki podczas tego rejsu. Szczególnie wtedy, kiedy schodziliśmy na ląd.
Ale to nie miało większego znaczenia. Bo życie na jachcie daje Ci poczucie wolności i niezależności. To uczucie, kiedy wsiadasz na pokład, oddajesz cumy i odpływasz, a wszystkie troski i zmartwienia tego lądu zostawiasz za sobą.

Życie to trzy dni: wczoraj, dziś i jutro


Jeszcze „wczoraj” walczyliśmy o to, by wyjechać. „Dzisiaj” byliśmy na Karaibach. I jeszcze nie wiedzieliśmy, że nasze „jutro” to po pandemii czas kolejnej tragedii. Po powrocie z pięknych beztroskich wakacji najpierw dowiedziałam się, że o chorobie bliskiej mi bardzo osoby, a chwilę potem wybuchła wojna na Ukrainie.
I nie nadeszły lepsze czasy…

Jedno jest jednak pewne – miałam swoje „dzisiaj” i nikt mi tego nie zabierze – tych pięknych wspomnień i doznań. To był czas dla mnie, a ja go wykorzystałam, żeby zadbać o siebie. Nie czekałam na okazję, sama ją sobie stworzyłam!

I tego samego życzę też Tobie. Nie czekaj na lepsze czasy – żyj!
Chcesz spełnić swoje marzenie, spełniaj! Chcesz wybudować dom, buduj! Chcesz zmienić pracę, zrób to! Nie czekaj na odpowiedni moment, to jest ten moment.

Życie nie będzie na Ciebie czekać, a czas wcale się nie spieszy.


24.04.2022by Agnes
Easy Yachting, Podróże

Powiem Ci jak wstanę

Kocham ten moment, kiedy oddaję cumy i odpływam. Zostawiam za sobą ląd i udaję się w rejs. A właściwie w podróż, którą odbywam z małą grupą ludzi na bardzo ograniczonej przestrzeni – na jachcie.
Z założenia organizowane przeze mnie rejsy mają być dla ich uczestników pełnym relaksem. Bez obowiązku obsługi jachtu czy warunku posiadania jakichkolwiek umiejętności żeglarskich. Czymś w rodzaju wakacji w agroturystyce, czy podróży kamperem. Z taką różnicą, że tym kamperem jest komfortowy katamaran pływający po morzu, a zamiast agroturystyki uprawiasz aqua-turystykę. Dlatego wybierając się z grupą na rejs nie nastawiam się na wypoczynek w klasycznym tego słowa znaczeniu. Organizuję rejs, by pokazać życie na jachcie – mój art of living, i żeby nim zarażać innych. Jadę z nastawieniem na ludzi i na uwolnienie w sobie i w innych wewnętrznego dziecka, które każdy z nas nosi w sobie. Ale o którym tak często zapomina żyjąc w klatce sztucznie wykreowanych norm i zasad dzisiejszego cywilizowanego świata. To właśnie to wewnętrzne dziecko pozwala nam na życie tu i teraz. Nie martwi się o to co było i co będzie.
Na jachcie liczą się pierwotne potrzeby – zdobycie jedzenia, picia i … warunki pogodowe. Porzucenie lądu sprawia, że umysł ponownie otwiera się na dostrzeganie piękna w prostocie i odkrywanie i zdefiniowanie szczęścia na nowo.
Bo przecież szczęście to nic innego jak kochanie życia – w każdej jego odsłonie. Każdy z dotychczas odbytych rejsów był niepowtarzalny. Wszystko za sprawą jego uczestników i oczywiście życia na jachcie, które płynie zupełnie inaczej, niż na lądzie. We wspólną podróż zabieram często zupełnie nowych, nieznanych mi ludzi. Towarzyszą mi też znajomi, przyjaciele czy rodzina. Ale i wtedy za każdym razem jest inaczej. Wpływa na to akwen, po którym pływamy oraz czas – bo zgodnie ze słowami piosenki, „każdy czas znaczy swój ślad”. Tak też było podczas tegorocznego rejsu w Chorwacji. To był rejs ośmiorga zupełnie różnych, bardzo silnych osobowości, ale też bardzo dojrzałych emocjonalnie ludzi. I wydawałoby się, że to ja mam potrzebę dania czegoś od siebie, pokazania czym jest prawdziwa wolność i radość z życia. A tu okazuje się, że dostaję dużo więcej w zamian.
Jedna z uczestniczek rejsu powiedział mi na koniec, że „nie wiedziała, że jest tylu pięknych ludzi na świecie”.
To zdanie jest dla mnie największa nagrodą i motywacją do organizowania kolejnych rejsów w stylu easy yachting.

Na rejsie również została zdefiniowana nowa pora dnia: „powiem Ci jak wstanę” Czasami odnoszę wrażenie, że rejsy jachtem są czymś więcej, niż czystą formą hedonizmu i lenistwa;-) Że przyjmują pewnego rodzaju formę warsztatów rozwojowych dla jego uczestników. Może nie wszystkim jest z tym po drodze, ale ta ograniczająca nas przestrzeń, bliskość i brak możliwości ucieczki powodują ,że w przyspieszonym tempie odbywamy szkolenie z rozwoju osobistego czy budowaniu relacji interpersonalnych. Jeśli teraz zadajesz sobie pytanie, czy taki rejs jest dla Ciebie? To powiem tak, nie dowiesz się, dopóki nie spróbujesz 😉
Nie nastawiaj się, nie miej żadnych oczekiwań. Po prostu rzuć się na głęboką wodę – w przenośnym, jak i prawdziwym tego słowa znaczeniu. I nie bój się. Nie utoniesz, w razie potrzeby przybędę na ratunek.
19.09.2021by Agnes
Podróże

O czym Ty myślisz dziewczyno!?

Jakiś czas temu między dwojgiem znajomych i bliskich mi osób doszło do niekomfortowej sytuacji. Oboje dopiero się poznali i dopiero zaczęło się budowanie relacji. Zaraz na początku skończyło się na niezrealizowanej obietnicy przez jedną ze stron. Po tym zdarzeniu zapadła między nimi „profesjonalna” cisza. Cisza, która była jednak „słyszalna” przeze mnie.
Bohaterowie mojej opowieści praktycznie się nie znali i do tej pory nie poznali. Postanowiłam nie ingerować w ich sprawy. Są dorosłymi i inteligentnymi osobami. Wierzyłam, że kiedy nadejdzie czas, wszystko sobie wyjaśnią.

Faktycznie jakieś trzy miesiące później nadeszła okazja, ale niewłaściwy czas. Na spotkaniu w większej grupie znajomych przedstawiałam dołączające do nas osoby.

Kiedy przyszła kolej na moich bohaterów, rzuciłam tylko: A Wy już się znacie. Na to on, nazwijmy go”poszkodowany w przeszłości” odparł poważnym, ale miłym tonem: „Ja nie znam”.
Ona zareagowała śmiechem i dorzuciła: „No ja się wcale nie dziwię”. Widziałam jednak lekkie zmieszanie na jej twarzy.

Nie zdążyłam zareagować, bo wszyscy wybuchnęli śmiechem. Potraktowali to, jak żart. Nie wiedzieli, co zaszło w przeszłości. Śmichy-chichy i wszyscy przeszli do porządku dziennego. Bohaterowie zajścia również. Tak jakby nigdy nic. Przynajmniej tak to wyglądało.

Różnice w odbiorze

Wyobraź sobie jakie musiałam zrobić oczy, kiedy chwilę później mój bohater zapytał na boku: „Słuchaj, a kto to jest?” Kiedy wyjaśniłam, o kogo chodzi, dorzucił: „Ale ja naprawdę jej nie poznałem. Pewnie teraz myśli, że zrobiłem to celowo”.

W tym momencie zdałam sobie sprawę z konsekwencji różnego odbioru całej sytuacji. To wcale nie była złośliwa reakcja z jego strony. Znam go dobrze i wiem, że nie ma pamięci do twarzy i naprawdę jej nie rozpoznał. Sytuacja nie wyjaśniona tamtego wieczoru pozostała w mojej pamięci.

Niekończąca się lista pytań w mojej głowie

Na zachowanie moich bohaterów mogły wpłynąć tysiące czynników, m. in. różnice w typie osobowości, różnica płci, gorszy dzień itp. Ona mogła się też poczuć zażenowana, że kiedyś zawaliła sprawę i wolała się nie odzywać. On mógł się poczuć niezręcznie, że jej nie poznał i nawet jeśli nie miał złych intencji, nie miał odwagi tego wieczoru się odezwać. A może nie byli jeszcze gotowi, by podjąć temat lub po prostu nie zależało im na głębszej relacji. W końcu nie wszyscy musimy się od razu zaprzyjaźniać.

Czy powinnam była jeszcze tego wieczoru wytłumaczyć zaszłe nieporozumienie?
Myślę, że niezależnie ile osób bym nie zapytała, tyle różnych sugestii w tej sprawie.
Nie wspominając już o badaczach typów osobowości, psychologii relacji i ich teoriach na ten temat. Dokładnie wiem, co jest do zrobienia. Mam zaufanie do siebie, chociaż liczę się z możliwością niezrozumienia moich intencji. Ale dopóki jestem świadoma, że mogę się mylić, jestem na dobrej drodze. To jest moja forma uczenia się ludzi.

Intencja

Napisałam ten tekst z myślą o osobach, które cechuje wyjątkowa uważność w relacjach z innymi.
Ta uważność na innych związana jest z wysoką wrażliwością. Piękna cecha, ale niekoniecznie uznawana w dzisiejszym świecie za silną cechę osobowości. A przez osobę posiadającą tę wrażliwość nie zawsze emocjonalnie do udźwignięcia.
Kto chciałby być przez kogoś tak od razu „zdemaskowany” w towarzystwie? Jak napisała Susan Cain w książce „Ciszej proszę” przeszliśmy od kultury charakteru do kultury osobowości. A w kulturze osobowości „każde spotkanie z drugim człowiekiem jest rodzajem gry o wysoką stawkę, w której wygrywamy lub przegrywamy, czyli zdobywamy lub tracimy względy i zaufanie danej osoby”.

Wysoka wrażliwość

Wrażliwość na inne osoby to dar. W parze z wrażliwością idzie empatia. Nie wiem jak Ty, ale ja nie potrafię udawać, że czegoś nie widzę lub nie czuję. Nie chodzi o to, że nie potrafię czy nie mogę, ja po prostu nie chcę tłumić mojej wrażliwości na to co się wokół mnie dzieje. Nawet jeśli spotykam się czasami z różnymi reakcjami, kiedy dzielę się swoimi spostrzeżeniami w stylu: „Czym Ty się dziewczyno zajmujesz, przecież to pierdoła jest” albo „Wszyscy już dawno o tym zapomnieli, a Ty jeszcze o tym myślisz”?, „Uważaj, bo włącza ci się syndrom pomocnej dłoni”, „Ta osoba nawet nie zwróciła na to uwagi” itp.

No właśnie, ale czy naprawdę nie zwróciła uwagi? Może nie zwróciła i może jego też to nie dotyka. Ale jestem jeszcze ja. Ta, która wie i nie jest jej z tym dobrze gdy widzi, że dzieje się źle.

Nie odstraszają mnie już negatywne reakcje na moją wrażliwość i nie dotykają już osobiście. Jeśli tylko zauważę i poczuję, że coś się nie zgadza w reakcji między dwojgiem ludzi nie zostawiam tego. Znajomy powiedział mi, żebym lepiej uważała, bo jak tak dalej pójdzie, to ludzie nie będą chcieli się ze mną spotykać. Trudno. Niech każdy podejmuje właściwą decyzję sam dla siebie.

Stanisław Dróżdż: „Między”, Kolekcja MOCAK-u oraz „Klepsydra”- Muzeum Współczesne Wrocław

 

03.10.2020by Agnes
Podróże

Boa Vista – Dobry widok na przyszłość

A gdyby tak Święta Wielkanocne spędzić na Boa Vista, jednej z wysp archipelagu Wysp Zielonego Przylądka. A czemu nie?
Zdecydowałam się na wyjazd świąteczny na Boa Vistę z trzech powodów. Po pierwsze to idealne miejsce na robienie przysłowiowego „nic”. Drugi powód to gwarancja, że będę mogła pływać w ciepłym oceanie. A trzeci … to zwykła tęsknota za Cabo Verde. Zakochałam się w tych wyspach już 7 lat temu. Płynęłam wtedy przez Atlantyk na Karaiby. Cabo Verde było przystankiem na mojej drodze do celu.

 

 

Pustynna wyspa do zakochania

Boa Vista należy jeszcze do tych miejsc na świecie, gdzie można poczuć prawdziwą dziewiczość natury. Poczuć, że to ona ma władzę nad Tobą a nie na odwrót. To tak naprawdę jedna wielka pustynia: wewnątrz zupełnie kamienista, chociaż trafiają się piękne oazy. Na obrębach nieskazitelnie piaszczysta. Boa Vista jest bowiem najbardziej piaszczystą wyspą ze wszystkich wysp Cabo Verde. 50 kilometrów wspaniałych plaż wyspy jest prawie nietknięte.

 

Eksplorując wyspę trafisz na krajobraz przeplatany kamieniami, piaszczystymi wydmami i pojedynczymi skalistymi wzniesieniami. Kontrastem są małe palmowe gaje w środku wyspy oraz kilometry piaszczystych białych plaż tonące w turkusowym oceanie. Rzadko spotyka się kogokolwiek na drodze. Najczęściej są to zwierzęta – kozy, konie i osły. Pojawiają się jak fatamorgana. Nie wiadomo skąd. Wyschnięte krzewy wyglądają jak dzieła sztuki, a niska skalna roślinność ma tak intensywne kolory, że aż razi w oczy. Niby księżycowy krajobraz a jednak można się w nim zakochać. 

 

 

Żółwie i humbaki

Niesamowitą atrakcją wyspy są żółwie morskie i humbaki.
Spektakularne skoki tych prawe 18m długich ssaków można obserwować w okresie od stycznia do mniej więcej końca kwietnia. Miałam okazję doświadczyć emocji związanych z tym spektaklem. Jeśli chcesz obserwować je z wody, możesz skorzystać z organizowanych wycieczek jachtem lub wypożyczyć samemu jakąś łódkę. Ale nawet będąc na plaży, ich skoki są nie do przeoczenia.
Jeśli chcesz spotkać się z żółwiami to odwiedź wyspę w okresie od czerwca do września. Boa Vista jest drugim na Atlantyku, a trzecim w świecie miejscem składania jaj żółwi morskich. W tym okresie o północy i przy pełni księżyca, możesz zaobserwować marsz małych żółwików do oceanu.

 

 

Życie na wyspie

Wyspa ma najmniejszą liczbę ludności i najmniejszą gęstość zaludnienia spośród wszystkich zamieszkanych wysp archipelagu. Liczy ok. 4 200 mieszkańców z czego prawie połowa mieszka w Sal Rei – stolicy wyspy. Zajrzałam do Sal Rei dosłownie na chwilę. Chciałam poczuć lokalne życie na wyspie i poczułam …. No stress! To hasło jest bardzo wymowne i myślę, że nie muszę już nic więcej pisać.

 

Moją uwagę przykuła wszechobecna muzyka i taniec. W ciągu dnia na dachach i tarasach zobaczysz i usłyszysz muzyków ćwiczących do wieczornych występów. Muzyka odgrywa ważną rolę na Wyspach. To stąd pochodziła znana na całym świecie diva Cesaria Evora. Wyspy mają swoje charakterystyczne style muzyczne i taneczne. Najpopularniejsze to morna, coladeira, batuku, funana, tabanka. Styl muzyczny i taneczny noszą tą samą nazwę. Zresztą zobacz poniższe nagranie i przekonaj się, ile w tym tańcu jest emocji i przekazu:-)

 

 

Lokalne nalewki wg polskiej receptury

 

Podczas jednej z wycieczek dotarliśmy do małego baru na końcu plaży Santa Monica. Idealne miejsce na kąpiel w oceanie i oglądanie zachodu słońca przy pysznych drinkach. Spróbowaliśmy nalewki z lokalnych owoców. Do wyboru tamaryn, marakuja i papaja. Byłam zaskoczona smakiem. Prawdziwe delicje. Zapytałam gdzie można kupić takie nalewki, a barmanka wskazała na grilującą przy parze parę. W ten sposób poznaliśmy autorów nalewek, żyjące od lat na wyspie polsko-ukraińskie małżeństwo: Swietę i Mirka. Akurat w ten dzień postanowili zostać i nocować na plaży przy barze. Mirek ze Święta towarzyszyli nam już do końca pobytu na wyspie. Właściwie to wzięli nas pod swoje skrzydła. Zabrali na festyn w niedaleko położonej osadzie, na koncert lokalnej muzyki itd. A do tego wszystkiego zaprosili do swojego domu i do manufaktury, w której powstają te przepyszne nalewki. W ten sposób wróciłam do Polski bogatsza o nową fantastyczną znajomość. Jestem wdzięczna za takie przygody.

 

 

A święta?

No tak, prawie bym zapomniała. Akcent świąteczny też był:-) Bo część rodziny udało mi się zabrać ze sobą! I było jak na zdjęciu ? Pięknie!

 

 

Do napisania już wkrótce

12.04.2020by Agnes
Easy Yachting, Podróże

Powrót do przeszłości w Nelson’s Dockyard

Jestem fanką żeglowania i jachtingu. Uprawiam ten sport już od wielu lat. Kocham w ten sposób podróżować i zwiedzać najdalsze zakątki świata. Innymi słowy, lubię żyć na jachcie. Jacht to dla mnie dom i środek transportu. Taki kamper, tylko że na wodzie. 

O karaibską wyspę Antigę zahaczamy właściwie tylko z jednego powodu – żeby wpłynąć do English Harbour. W tej naturalnej zatoce wrzynającej się głęboko w ląd wyspy mieści się Nelson’s Dockyard, stocznia nazwana na cześć słynnego angielskiego admirała Horatio Nelsona.

Antigua to jedna z niewielu wysp, na której są zachowane i przestrzegane tradycje związane z przypłynięciem jachtu do portu, na stały ląd. Wchodząc do portu musimy wciągnąć na maszt nie tylko flagę danego kraju ale także flagę w kolorze żółtym. W czasach kolonialnych oznaczało to, że wszyscy na jachcie są zdrowi i wolni od jakichkolwiek chorób. Po zacumowaniu w porcie lub zakotwiczeniu w zatoce zejść na ląd ma prawo tylko kapitan, reszta załogi musi pozostać na jachcie. Dopiero po odprawie i otrzymaniu odpowiedniego zezwolenia reszta załogi może zejść z łódki. Taka tradycja 🙂


Nelson’s Dockyard to dzisiaj niezwykle urokliwa przystań portowa z ujmującą obsługą. Jest to zauważalne nie tylko w sposobie traktowanie Ciebie jako gościa ale także w sposobie mówienia. Ich język angielski a dokładnie mówiąc akcent przypomina ten, który używany był przez londyńskie wyższe sfery chociażby na na początku XIX wieku. I jak tu nie czuć się jak dama? 😉

W Nelson’s Dockyard mieszczą się dziś odrestaurowane zabytkowe budynki byłej stoczni marynarki wojennej zamienione w muzea, sklepy, restauracje, puby, a nawet w hotel. Większość z nich pochodzi z okresu 1785-1792. A do największych atrakcji tego miejsca należą odbywające się regaty m.in Stanford Antigua Sailing Week.

 

A teraz czas już na zdjęcia niektórych miejsc:

 

Fort Berkeley , zbudowany w 1704 roku i strzegący wejścia do stoczni w English Harbour

 

 

Pillars of Hercules, zauważysz je wpływając do zatoki English Harbour

 

Wet Dock – Nelson’s Dockyart

 

 

Budynki Muzeum Stoczni Nelsona (m.in. Dom oficerów marynarki wojennej z 1855 r.)

 

 

Żaglowania, w której nadal szyte są żagle

 

 

Copper and Lumber Store 1789 – Obecnie hotel

 

 

Admiral’s Inn hotel i moja ulubiona restauracja Pillars Restaurant

 

 

Jachty i Regaty

 

 

Antiqua

 


[tg_small_content]Antiqua to wyspa położona na Karaibach, w archipelagu Małych Antyli. Wyspa należy do Wysp Nawietrznych. Wchodzi w skład państwa Antigua i Barbuda.
Małe Antyle (bo są też Duże Antyle: Kuba, Haiti, Jamajka i Portoryko), to taki łańcuszek wysp łączący dwie Ameryki. Małe Antyle zaczynają się od wyspy Culebra (należącej do Portoryko) na północnym zachodzie do okolic północno-wschodniego cypla Ameryki Południowej, a następnie ku zachodowi, wzdłuż wybrzeży Wenezueli. I to są moje ulubione Karaiby. Jeśli masz ochotę wybrać się kiedyś ze mną w taki rejs to po prostu napisz![/tg_small_content]

 

16.03.2020by Agnes
Page 2 of 2«12

Kategorie

  • Autorka
  • Easy Yachting
  • Historie osobiste
  • Opowiadania
  • Podróże
Ludzie

OPOWIADANIA

To teksty o bardziej literackim charakterze, w których fikcja splata się z osobistymi doświadczeniami oraz zasłyszanymi historiami. Różnorodne opowiadania – kto wie, być może są to pierwsze rozdziały przyszłej książki.

Miejsca

HISTORIE OSOBISTE

Piszę, bo chcę mówić o emocjach — nie tylko je czuć. Moje historie nie mają nikogo ranić ani niczego narzucać. Wierzę, że inni mogą się w nich odnaleźć, a mój sposób patrzenia na świat może pomóc spojrzeć na życie z innej perspektywy.

Chwile ulotne

PODRÓŻE

W czasie podróży spotykam ludzi i doświadczam odmiennych kultur oraz religii, które pokazują mi, że świat może wyglądać zupełnie inaczej, i że ten inny świat ma do tego pełne prawo. Uczę się szacunku, otwartości i pokory. Z każdej podróży wracam z nową lekcją, czasem to myśl, czasem emocja, a czasem zupełnie nowe spojrzenie. Tymi właśnie doświadczeniami, refleksjami i opisami miejsc chcę się tutaj z Tobą dzielić.

Ludzie

Jestem zwykłą, prostą kobietą. Moja głowa jest za to pełna historii. Nazbierało się ich tyle, że w końcu musiały wybrzmieć. Dlatego piszę – o tym co jest moją siłą i o doświadczeniach, które pomogły mi na nowo poukładać wartości. Jestem Aga. Opowiadam historie. Dla siebie. I dla Ciebie.

Cabo Verde dziecko Dzień Matki dzień ojca easy yachting Karaiby katamaran matka morze karaibskie ocean podróż podróże wyspy karaibskie yachting życie

“I started with Brixton to provide you with daily fresh new ideas about trends. It is a very clean and elegant Wordpress Theme suitable for every blogger. Perfect for sharing your lifestyle.”

Przyglądam się wszystkim ludziom,

sobie zaś najuważniej.

© 2025 Aga opowiada