• HOME
  • OPOWIADANIA
  • HISTORIE OSOBISTE
  • PODRÓŻE
  • AUTORKA
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them
  • Opowiadania
  • Historie osobiste
  • Podróże
  • Autorka
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them
  • Opowiadania
  • Historie osobiste
  • Podróże
  • Autorka
Aga Opowiada – Krótkie historie - The value of emotions come from sharing them, not from having them

Kategorie

  • Autorka (3)
  • Easy Yachting (8)
  • Historie osobiste (10)
  • Opowiadania (5)
  • Podróże (10)

Aga opowiada - Historie osobiste

Pisanie stało się dla mnie formą autoterapii.
Metodą szczerego stwierdzenia, co naprawdę czuję.
Muszę zacząć pisać, żeby wyraźnie zobaczyć swoje emocje – i je zrozumieć.

Piszę szczerze, bo wierzę, że ktoś może się w tych historiach odnaleźć.
To opowieści o emocjach i doświadczeniach, które pomogły mnie –
może pomogą też Tobie. Dlatego postanowiłam dzielić się swoimi historiami – szczerze i bez filtra.

Nie przeszłam przez życie bez ran. Blizny przypominają mi, że cierpiałam – ale wyzdrowiałam.

Historie osobiste

Hel w moich płucach

Covidowe sztormy” przywiały mnie na Hel. Wysztrandowałam tuż przy kultowym Kinie Żeglarz w Jastarni. Panująca tam atmosfera sprawiła, że poczułam się jak drugoplanowy aktor jakiegoś wakacyjnego serialu. Obok mnie gościnną rolę otrzymał również Czesław Mozil . Ale o tym w jednym z poniższych akapitów.

Powszechnie wiadomo, że Półwysep Helski i Zatoka Pucka to zagłębie kite’owców i in. sportów wodnych. Ale tym razem będą oni tylko pięknym tłem mojej opowieści.

Miejscówka – Rush Slowly & Full of Art

Zakwaterowano mnie na tyłach budynku Kina Żeglarz, w jednym z domków letniskowych przynależących do kina. Przekroczyłam łuk obrośnięty kwitnącymi czerwonym różami i znalazłam się w innym świecie. Polanka z kolorowym stołem, hamak, lampki na płotku, tu i ówdzie oparta deska surfingowa, snujące się zwierzaki, a to wszystko otoczone kolorowymi domkami. Ale zanim dostąpiłam tego objawienia, musiałam przejść przez teren FoodTruck’a „Paśnik”. On również jest częścią tego kultowego miejsca i jego społeczności. FoodTruck idealnie wtopił się w klimat kina i nie da się przejść obok niego obojętnie. To miejsce pobudza zmysły. Ale czym byłby serial bez aktorów? W końcu jak zawsze całą robotę robią ludzie. I tu do serialowej gry wkraczają jej główni bohaterowie. Są to ludzie tworzący to miejsce – zespół „Paśnika” i Kina Żeglarz oraz odwiedzający ich ludzie. To miejsce pisze scenariusz najlepszego wakacyjnego serialu – scenariusz podyktowany życiem.

 

 

Food Truck „Paśnik”

Pomysłodawcy „Paśnika” pochodzą z Kalisza, ale pasja do słońca, morza, dobrego jedzenia i – co tu ukrywać – zarobku, przygnała ich do Jastarni. Jak dla mnie to artyści tworzący prawdziwe smakowe dzieła sztuki – od dań wegańskich, mięsnych po ryby i owoce morza. Moim hitem był grillowany ser halloumi z pieczonym jabłkiem i rukolą polewaną malinowym dressingiem. Ewelina łączy smaki świata i przekłada je na nowe autorskie dania. Bartek jest mistrzem dań z grilla i smakoszem grzybów shitake. Zresztą zerknijcie na zdjęcia potraw i na ten ważący pół tony grill! specjalnie dla nich zaprojektowany.


[tg_small_content]Ofertę smakową wzbogaciła Daria z Butter Love. To taka wisienka na torcie. Bo czym byłby tort bez wisienki, prawda? Myślę, że poniższe zdjęcia wprawią Was w odpowiednią smakową ekstazę.[/tg_small_content]

 

Kino Żeglarz

 

Historię ostatniego kina na Półwyspie Helskim poznałam z filmu. O kino zadbały trzy kobiety z trzech pokoleń: babcia Urszula, mama Dagmara i wnuczka Patrycja. Jestem pod wrażeniem projektu i wdzięczna za jego reaktywację. Z Dagmarą, czyli mamą miałam okazję porozmawiać osobiście. Żałuję, że nie znalazłam więcej czasu, żeby porozmawiać z pozostałymi opiekunkami kina. Żeglarz to nie tylko dobre filmy. Oprócz repertuaru filmowego odbywają się w nim koncerty oraz inne pokazy kulturalne. I tu właśnie do akcji wkracza Mozil. Podczas mojego pobytu w kinie odbył się muzyczny stand-up Czesława Mozila. Sala była wypełniona po brzegi a na koniec… na koniec Czesława Mozila ugościł „Paśnik”.

To coś na „eM”, czyli eMPATIA!

Przez „Paśnik” przewijali się różni ludzie. Ilu ludzi tyle różnych typów osobowości. A że relacje mają dla mnie ogromną wartość, mogłabym przesiadywać w Paśniku całymi godzinami, przyglądając się, dyskutując.

Już pierwszego wieczoru trafiłam m.in na zabawnego „Wrażliwca”. Patrzył na świat przez różowe okulary i „cierpiał” widząc i słysząc, jak traktuje się – ledwo utrzymującego się na nogach – pijanego znajomego. Był przekonany, że każde dobre słowo skierowane do takiej osoby może być bodźcem do rozpoczęcia nowego etapu w jego życiu. Nie poznałam „Wrażliwca” bliżej. Ale odczuwałam empatię, która nie pozwalałam mi przestać myśleć, że ta chęć pomocy innym jest tak naprawdę wołaniem o pomoc dla samego siebie. „Wrażliwiec” ma piękną duszę i mam nadzieję, że zostanie ona dostrzeżona.

Był też „Cynik”, który rozbawił mnie do łez. Lubię tego rodzaju humor, świetnie się wtedy bawię i wiem, że jest cienka granica między zabawnym cynizmem a cynizmem, który potrafi ranić. Cynizm „raniący” bywa często formą obrony samego siebie przed ewentualnym „atakiem” lub formą „przetrwania” i dawania sobie rady w towarzystwie. Taka osoba (i tu znowu przemawia bardziej moja empatia, niż wiedza), musi być bardzo nieszczęśliwa, skoro w ten sposób postępuje. Ten „Cynik” miał jednak serce i duszę. Potrafił dzielić się swoją fachową wiedzą i robił to szczerze, mimo cynicznych zaczepek. Na terenie Paśnika odgrywały się różne sceny, od dramatu po prawdziwe sceny miłości. Samo życie! Ale wśród tego całego chaosu moją uwagę zwrócił „Cichy Obserwator”. Pomyślałam, hmm…. w sumie milczenie to też głos. I także słowa. Introwertyk? Nie mam pojęcia, nie poznałam bliżej. Ale wiem, że introwertycy to niesamowicie ciekawe osobowości. Z upływem czasu okazało się, że „Cichy Obserwator” miał jednak coś do powiedzenia i to dużo ciekawego do powiedzenia. Obserwował i czekał na temat, który go zainteresuje. A tak w ogóle to jako jedyny pożegnał się ze mną i resztą towarzystwa ciepłym „przytulasem”.

Czytam właśnie książkę Susan Cain „Ciszej proszę”, która zwraca uwagę na ważne kwestie. W dzisiejszym świecie bardzo często wychodzi się z założenia, że tylko jeden typ osobowości dominuje i wart jest podziwu. Najniebezpieczniejsze w tym jest to, że potem „wszyscy” chcą na siłę przyodziać tego typu powłokę. A przecież każda dusza nosi pewną wartość w sobie i to od nas zależy czy ją dostrzeżemy i z niej skorzystamy.

Ach życie, kocham Cię nad życie

Na wyjazdach poznajemy nowych ludzi. Ludzi, którzy wyskakują ze swoich codziennych ról i albo odgrywają inne role, albo są po prostu sobą, są szczęśliwi. Szczęśliwi to znaczy w moim tego słowa znaczeniu – po prostu – kochający życie. Frederic Lenoir napisał, „Życie jest zbyt cenne, by myśleć o czymś innym niż o życiu właśnie”. Potraktujmy zatem życie jak film, w którym gramy główną rolę. I zadbajmy, by odegrać ją jak najlepiej – dla nas samych i dla całego świata! Gdy odwalimy dobrą robotę, to świat nam się za to odwdzięczy. No i pamiętajmy też, że niektórzy są jeszcze w fazie uczenia się swojej życiowej roli. Wspierajmy ich, a nie przeszkadzajmy.

Po godzinach

 


[tg_small_content]Na Helu spędziłam 3 urocze dni. Był to też czas spędzony z rodziną, czas wypełniony radością, miłością i empatią. Nudy? Jeśli tak, to poproszę o więcej; O wycieczkę rowerową wzdłuż Helu, wycieczkę na wydmy, rozmowy, włóczenie się po „starej” dzielnicy Jastarni i Helu, o przesiadywanie w knajpkach. Po prostu o najprzyjemniejsze i najpotrzebniejsze NIC nierobienie z głową w chmurach i pod niebem pełnym kolorowych kitowych latawców.[/tg_small_content]

 

PS. Tło mojej opowieści

Jak wspomniałam na początku wpisu, sporty wodne były tylko tłem serialu – ale za to pięknym tłem. To za sprawą m.in Pauliny i Tomka. Oboje są mi szczególnie bliscy przez ich pasję do żeglarstwa i zwiedzania świata właśnie w tej formie. Ta rodzina z maleńkim synkiem ma cel:, chcą – jak przyjdzie na to czas – wyruszyć własnym jachtem w podróż dookoła świata. A w tak zwanym międzyczasie zajmują się tym, co lubią. Paulina tworzy piękną biżuterię, głównie w dwóch technikach – z drutu oraz porcelany. Jej rękodzieło znajdziecie na stronie www.tutku.pl A jeśli jesteś w Jastarni i szukasz doświadczonego nauczyciela kitesurfingu, to odezwij się do Tomka: Z Wiatrem Przez Świat

Wierzę, że ludzie się przyciągają. Ale o tym kiedy indziej, bo inaczej nigdy nie skończę tego wpisu;-)

 

THE END

Wpis dedykuję mojemu bratu i bratowej z okazji ich 15-tej Rocznicy Ślubu❤️
I dziękuję, że ściągnęli mnie na Hel!

 

30.07.2020by Agnes
Easy Yachting, Historie osobiste

Powrót do przeszłości w Nelson’s Dockyard

Jestem fanką żeglowania i jachtingu. Uprawiam ten sport już od wielu lat. Kocham w ten sposób podróżować i zwiedzać najdalsze zakątki świata. Innymi słowy, lubię żyć na jachcie. Jacht to dla mnie dom i środek transportu. Taki kamper, tylko że na wodzie. [/tg_small_content]

O karaibską wyspę Antigę zahaczamy właściwie tylko z jednego powodu – żeby wpłynąć do English Harbour. W tej naturalnej zatoce wrzynającej się głęboko w ląd wyspy mieści się Nelson’s Dockyard, stocznia nazwana na cześć słynnego angielskiego admirała Horatio Nelsona.

Antigua to jedna z niewielu wysp, na której są zachowane i przestrzegane tradycje związane z przypłynięciem jachtu do portu, na stały ląd. Wchodząc do portu musimy wciągnąć na maszt nie tylko flagę danego kraju ale także flagę w kolorze żółtym. W czasach kolonialnych oznaczało to, że wszyscy na jachcie są zdrowi i wolni od jakichkolwiek chorób. Po zacumowaniu w porcie lub zakotwiczeniu w zatoce zejść na ląd ma prawo tylko kapitan, reszta załogi musi pozostać na jachcie. Dopiero po odprawie i otrzymaniu odpowiedniego zezwolenia reszta załogi może zejść z łódki. Taka tradycja 🙂


[tg_small_content]Nelson’s Dockyard to dzisiaj niezwykle urokliwa przystań portowa z ujmującą obsługą. Jest to zauważalne nie tylko w sposobie traktowanie Ciebie jako gościa ale także w sposobie mówienia. Ich język angielski a dokładnie mówiąc akcent przypomina ten, który używany był przez londyńskie wyższe sfery chociażby na na początku XIX wieku. I jak tu nie czuć się jak dama? 😉

W Nelson’s Dockyard mieszczą się dziś odrestaurowane zabytkowe budynki byłej stoczni marynarki wojennej zamienione w muzea, sklepy, restauracje, puby, a nawet w hotel. Większość z nich pochodzi z okresu 1785-1792. A do największych atrakcji tego miejsca należą odbywające się regaty m.in Stanford Antigua Sailing Week.[/tg_small_content]

 

A teraz czas już na zdjęcia niektórych miejsc:

 

Fort Berkeley , zbudowany w 1704 roku i strzegący wejścia do stoczni w English Harbour

 

 

Pillars of Hercules, zauważysz je wpływając do zatoki English Harbour

 

Wet Dock – Nelson’s Dockyart

 

 

Budynki Muzeum Stoczni Nelsona (m.in. Dom oficerów marynarki wojennej z 1855 r.)

 

 

Żaglowania, w której nadal szyte są żagle

 

 

Copper and Lumber Store 1789 – Obecnie hotel

 

 

Admiral’s Inn hotel i moja ulubiona restauracja Pillars Restaurant

 

 

Jachty i Regaty

 

 

Antiqua

 


[tg_small_content]Antiqua to wyspa położona na Karaibach, w archipelagu Małych Antyli. Wyspa należy do Wysp Nawietrznych. Wchodzi w skład państwa Antigua i Barbuda.
Małe Antyle (bo są też Duże Antyle: Kuba, Haiti, Jamajka i Portoryko), to taki łańcuszek wysp łączący dwie Ameryki. Małe Antyle zaczynają się od wyspy Culebra (należącej do Portoryko) na północnym zachodzie do okolic północno-wschodniego cypla Ameryki Południowej, a następnie ku zachodowi, wzdłuż wybrzeży Wenezueli. I to są moje ulubione Karaiby. Jeśli masz ochotę wybrać się kiedyś ze mną w taki rejs to po prostu napisz![/tg_small_content]

Powyższy wpis dedykuję kobietą, które zagadnęły mnie w Social Mediach właśnie o English Harbour: Magdzie Wawrzyniak, Justynie Lloyd i Annie Płowiec. Dzięki Waszemu zainteresowaniu powstał ten wpis ?

16.03.2020by Agnes
Easy Yachting

Balansująca terapia

Przygoda z balansującymi rzeźbami
Jerzego Kędziory

Skoro sztuka jest interpretacją rzeczywistości, a nie jej odzwierciedleniem, to moje spotkanie z balansującymi rzeźbami Jerzego Kędziory pseudonim „JotKa” nie było przypadkiem, było przeznaczeniem.

Odwiedzając kilka lat temu moich przyjaciół w Bydgoszczy wybraliśmy się na spacer w centrum miasta. Mój wzrok zatrzymał się wtedy na „Przechodzącym przez rzekę” – balansującej rzeźbie linoskoczka, zawieszonej na linie nad rzeką Brdą. Patrzyłam na balansującą rzeźbę jak zahipnotyzowana. Linoskoczek chwiał się na lewo i prawo, jakby miał zaraz spaść, a jednak wracał do pionu utrzymując równowagę. Uchwyciłam ten moment, a on na stałe rozgościł się w mojej podświadomości. Niezależnie jak chwiejne byłoby moje życie – pomyślałam wtedy – to zawsze odnajdę równowagę. Dzisiaj balansujące rzeźby mam w zasięgu ręki. Ich walory terapeutyczne odczuwam za każdym razem, kiedy przejeżdżam przez kładkę Bernatka w Krakowie. Bo to właśnie na niej zgodnie z tytułem wystawy „Między niebem a wodą” balansują rzeźby artysty.

I tak narastała we mnie potrzeba osobistego spotkania rzeźbiarza, która właśnie została spełniona!
W połowie listopada odwiedziłam Pana Jurka w jego nowej krakowskiej pracowni.

Jerzy Kędziora „JotKa” artysta przez duże A pozwolił mi dotknąć swojej artystycznej duszy i to w miejscu, gdzie rodzi się jego sztuka. Zaimponował mi w jaki sposób łączy sztukę z wiedzą inżynieryjną i tym że pozostaje wierny sobie. Nie wspomnę o fantastycznym humorze artysty i dystansie do samego siebie. Ale przede wszystkim z naszej rozmowy wyciągnęłam przepiękny wniosek: zawsze myśli o tym, by jego rzeźby przynosiły korzyść innym.

]Walory terapeutyczne rzeźb Jerzego Kędziory zostały dostrzeżone już dużo wcześniej. Wystarczy przypomnieć zaproszenie artysty do udziału w projekcie „Zdrowe Miasto”, które zainicjował jeden z czeskich parlamentarzystów. Czy też wystawy organizowane przy berlińskich klinikach Czerwonego Krzyża. Jerzy Kędziora wspomniał, że nawet w trakcie przygotowywania się do cyklu „Portret Polaka czasów transformacji” w latach 80. XX wieku, kiedy to zderzyliśmy się z nową rzeczywistością, lina symbolizowała krawędź, na którą weszliśmy i szukaliśmy rozwiązań ocierając się o nasze wybory”. To właśnie wtedy artysta pomyślał o czymś balansującym. Wygiął z drutu pajacyka, obciążył kulkami gliny i … I tak powstały pierwsze balansujące rzeźby.

Główna pracownia artysty w Poczesnej pod Częstochową, miejsce w którym mieszka i pracuje również pozostaje otwarte dla każdego, kto pragnie zetknąć się z jego rzeźbami. Odwiedzają je często różne grupy ludzi dotkniętych przez los, próbujących odnaleźć równowagę w życiu wewnętrznym.

 

Pracownia krakowska to najnowsze działanie Jerzego Kędziory, które ma przynieść pozytywne efekty terapeutyczne. Projekt realizowany wspólnie ze szpitalem im. dr. J. Babińskiego w Krakowie: to projekt destygmatyzacji szpitala psychiatrycznego. 
Sam artysta mówi, że w szpitalu jest dobra energia i ma nadzieję, że balansujące rzeźby – będące częścią wystawy „Wiwisekcja” – przyciągną do tego pięknego zabytkowego zespołu szpitalno-parkowego nie tylko pacjentów ale również zwykłych krakowian.

Między drzewami nad naszymi głowami balansuje m.in rzeźba ze znakiem nieskończoności i niepełną głową będącą symbolem problemów z jakimi borykają się pacjenci szpitala. 
Innym takim przykładem jest figura dziewczynki na kole Balansująca rzeźba, która powstała z myślą o młodszych pacjentach i odwiedzających wystawę. Jestem pewna, że spacerując po tym pięknym parku, wcześniej czy później odnajdziecie rzeźbę, która pomoże Wam odnieść się do Waszej własnej rzeczywistości.

Pan Jerzy ma głowę pełną pomysłów i planów na przyszłość. Zanim wpadł na pomysł rzeźb balansujących, miał już daleko zaawansowany w projekt pt. „Poczet polskich postaci legendarnych, prehistorycznych i wróżebnych”. I chciałby do niego wrócić. To ma być pewnego rodzaju zabawa w wymyślanie legend. Zależy mu na tym, żeby wciągnąć w tą zabawę ludzi.

W między czasie w głównej pracowni w Poczesnej artysta pracuje nad rzeźbą mającą upamiętnić podniebne spacery po linie francuskiego linoskoczka Philippe’a Petit. Jego balansująca rzeźba ma przypomnieć o osiągnięciach Francuza, który m.in. przeszedł w Nowym Jorku między wieżami World Trade Center, czy pokonał na linie odległość nad fiordem w Sydney. Czekam na nią z niecierpliwością! Tak jak na kolejne spotkanie z artystą.


O Artyście ode mnie słów tylko kilka: [/tg_small_content]

 

Jerzy Kędziora „JotKa” jest artystą znanym na całym świecie. Jego rzeźby można oglądać zarówno w Europie jaki w USA, a nawet w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Zachwycał różne osobowości w tym m.in burmistrza Miami Tomasa P. Regalado. To z jego inicjatywy ale też innych fanów artysty, miasto Miami ogłosiło w 2015 roku dzień 27 luty Dniem Jerzego Kędziory.

Pseudonim JotKa, który pojawia się też w logo artysty jest nie tylko formą skrótu od pierwszych liter nazwiska autora. Historia powstania pseudonimu „JotKa” ma drugie dno, głębsze i bardziej emocjonalne. Artysta zdradził mi, że jego matka prowadziła po wojnie swój własny biznes. Jerzy Kędziora jako młody chłopak wspierał matkę i zauważył, że na metce jest skrót J.K. pochodzący od nazwiska matki, Janina Kędziora. Również nazwisko panieńskie matki zaczynało się na literę K – Kobylańska. Artysta postanowił kontynuować tradycję i podpisywać się skrótem modyfikując trochę jego pisownię – i tak powstała “JotKa”.

Pracownia Jerzego Kędziory w Krakowie

 

10.01.2020by admin
Page 4 of 5« First...«2345»

Kategorie

  • Autorka
  • Easy Yachting
  • Historie osobiste
  • Opowiadania
  • Podróże
Ludzie

OPOWIADANIA

To teksty o bardziej literackim charakterze, w których fikcja splata się z osobistymi doświadczeniami oraz zasłyszanymi historiami. Różnorodne opowiadania – kto wie, być może są to pierwsze rozdziały przyszłej książki.

Miejsca

HISTORIE OSOBISTE

Piszę, bo chcę mówić o emocjach — nie tylko je czuć. Moje historie nie mają nikogo ranić ani niczego narzucać. Wierzę, że inni mogą się w nich odnaleźć, a mój sposób patrzenia na świat może pomóc spojrzeć na życie z innej perspektywy.

Chwile ulotne

PODRÓŻE

W czasie podróży spotykam ludzi i doświadczam odmiennych kultur oraz religii, które pokazują mi, że świat może wyglądać zupełnie inaczej, i że ten inny świat ma do tego pełne prawo. Uczę się szacunku, otwartości i pokory. Z każdej podróży wracam z nową lekcją, czasem to myśl, czasem emocja, a czasem zupełnie nowe spojrzenie. Tymi właśnie doświadczeniami, refleksjami i opisami miejsc chcę się tutaj z Tobą dzielić.

Ludzie

Jestem zwykłą, prostą kobietą. Moja głowa jest za to pełna historii. Nazbierało się ich tyle, że w końcu musiały wybrzmieć. Dlatego piszę – o tym co jest moją siłą i o doświadczeniach, które pomogły mi na nowo poukładać wartości. Jestem Aga. Opowiadam historie. Dla siebie. I dla Ciebie.

Cabo Verde dziecko Dzień Matki dzień ojca easy yachting matka podróże

“I started with Brixton to provide you with daily fresh new ideas about trends. It is a very clean and elegant Wordpress Theme suitable for every blogger. Perfect for sharing your lifestyle.”

Przyglądam się wszystkim ludziom,

sobie zaś najuważniej.

© 2025 Aga opowiada